środa, 13 grudnia 2017

Listy..






Noc nie daje spać, urządza spotkanie z wichurą . Ostatnie listki zostały postrącane z gałęzi, z parapetu sąsiada z trzaskiem spadła doniczka, lądując głośno w wewnętrznym pasażu. Słyszę, jak nade mną łopoczą skrzydełka wentylatora w kominie wentylacyjnym. Leżę spokojnie i myślę o tych wszystkich sprawach, które zamieniłam w mrowie slow na kartkach, później starannie zrolowałam kartki i delikatnie wsuwałam do butelek. Korki zostały dokładnie wciśnięte i zalakowane.. Dość długo czekały na odpowiednią chwile, by je wysłać. Wiedziałam, że znajda adresata tam gdzieś w przestrzeni miedzy.. a miedzy. Doskonale znały, kto to jest, bo niezmiennie pisze do tej samej osoby. Listy były różne, jak różne bywają myśli, jedne świeciły radością, a inne były wilgotne od smutku i łez. Te ostatnie były lodowate od stresu i strachu. Czułam od wielu dni ten chłodny przeciąg myśli na moich plecach. Jak pozbyć się tego? Nie wiem.. jeszcze nie do końca potrafię, ale wiem, że trzeba to z siebie wyrzucić. Jak żyje się od badania do badania, od wyniku do wyniku to wie tylko ten, kto podobnie jak ja przechodzi przez to i wie, że nie może inaczej, bo ten złośliwy "zwierzak" wymaga czujności. Pół roku względnego spokoju, gdzie każdy ból albo dziwna reakcja wewnątrz organizmu zapala natychmiast czerwony sygnał alarmu. Później szereg badan — mniej i bardziej nieprzyjemnych, a zimne macki strachu oblepiają każdy kawałek skory. Czekanie na wyniki jest jak bardzo plastyczną gumą do żucia.. ciąąągnieeee się niesamowicie długo!. Wreszcie wyniki już są i stres nie pozwala nacisnąć klawisza, by je odczytać. Teraz już wszystko wiesz i czujesz ogromną ulgę, bo wyniki są dobre! Ta ulga przekłada się na różne rzeczy.. ciało reaguje zwolnieniem funkcji, nic nie boli, a za chwile boli wszystko i znowu nic nie boli — mięśnie przestają być spięte, w głowie nagle przestają wirować setki myśli i robi się cicho.. Jesteś jak balonik, z którego nagle wyszło powietrze, Na wizytę u onkologa możesz już czekać bez nerwowego zaciskania palców.. Kolejne pół roku przed tobą!.. Kiedy te odczucia zamieniam na czarne mrówki liter i widzę, jak na białej kartce powstaje tekst, który już przestał mnie bolec, to też rodzaj ulgi. Jutro zacznie się nowy dzień i obojętnie jaką pogodą przywita mnie poranek, to będzie całkowicie piękny dzień, bo nadal jestem tu z wami.. Wiec roluje kolejną kartkę i starannie umieszczam w butelce a później korek i lakowanie, by bezpiecznie dotarła w ręce, tego, który z uwagą ją przeczyta.
Wichura nadal hałasuje za oknem. Dzisiaj już za późno, by wrzucić butelki w przestrzeń fal magnetycznych, emocjonalnych i czasowych. Pozostaną w moich snach aż do odpowiedniego momentu, gdy przestrzeń naszej galaktyki będzie gotowa nieść moje listy do adresata.. To takie morze marzeń, które nie ma ograniczeń ziemskich.
Tekst z dedykacją, dla tych osób, które doskonale znają ten „styl życia”.. Od wyniku do wyniku co sześć miesięcy.. Wiem doskonale, że jest nas dużo.. 

Będzie dobrze!.. Musi!..

Milena 775


foto-pixabay

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję bardzo za każdy komentarz..