Noc nie daje spać, urządza spotkanie z wichurą . Ostatnie listki zostały postrącane z gałęzi, z parapetu sąsiada z trzaskiem spadła doniczka, lądując głośno w wewnętrznym pasażu. Słyszę, jak nade mną łopoczą skrzydełka wentylatora w kominie wentylacyjnym. Leżę spokojnie i myślę o tych wszystkich sprawach, które zamieniłam w mrowie slow na kartkach, później starannie zrolowałam kartki i delikatnie wsuwałam do butelek. Korki zostały dokładnie wciśnięte i zalakowane.. Dość długo czekały na odpowiednią chwile, by je wysłać. Wiedziałam, że znajda adresata tam gdzieś w przestrzeni miedzy.. a miedzy. Doskonale znały, kto to jest, bo niezmiennie pisze do tej samej osoby. Listy były różne, jak różne bywają myśli, jedne świeciły radością, a inne były wilgotne od smutku i łez. Te ostatnie były lodowate od stresu i strachu. Czułam od wielu dni ten chłodny przeciąg myśli na moich plecach. Jak pozbyć się tego? Nie wiem.. jeszcze nie do końca potrafię, ale wiem, że trzeba to z siebie wyrzucić. Jak żyje się od badania do badania, od wyniku do wyniku to wie tylko ten, kto podobnie jak ja przechodzi przez to i wie, że nie może inaczej, bo ten złośliwy "zwierzak" wymaga czujności. Pół roku względnego spokoju, gdzie każdy ból albo dziwna reakcja wewnątrz organizmu zapala natychmiast czerwony sygnał alarmu. Później szereg badan — mniej i bardziej nieprzyjemnych, a zimne macki strachu oblepiają każdy kawałek skory. Czekanie na wyniki jest jak bardzo plastyczną gumą do żucia.. ciąąągnieeee się niesamowicie długo!. Wreszcie wyniki już są i stres nie pozwala nacisnąć klawisza, by je odczytać. Teraz już wszystko wiesz i czujesz ogromną ulgę, bo wyniki są dobre! Ta ulga przekłada się na różne rzeczy.. ciało reaguje zwolnieniem funkcji, nic nie boli, a za chwile boli wszystko i znowu nic nie boli — mięśnie przestają być spięte, w głowie nagle przestają wirować setki myśli i robi się cicho.. Jesteś jak balonik, z którego nagle wyszło powietrze, Na wizytę u onkologa możesz już czekać bez nerwowego zaciskania palców.. Kolejne pół roku przed tobą!.. Kiedy te odczucia zamieniam na czarne mrówki liter i widzę, jak na białej kartce powstaje tekst, który już przestał mnie bolec, to też rodzaj ulgi. Jutro zacznie się nowy dzień i obojętnie jaką pogodą przywita mnie poranek, to będzie całkowicie piękny dzień, bo nadal jestem tu z wami.. Wiec roluje kolejną kartkę i starannie umieszczam w butelce a później korek i lakowanie, by bezpiecznie dotarła w ręce, tego, który z uwagą ją przeczyta.
Wichura nadal hałasuje za oknem. Dzisiaj już za późno, by wrzucić butelki w przestrzeń fal magnetycznych, emocjonalnych i czasowych. Pozostaną w moich snach aż do odpowiedniego momentu, gdy przestrzeń naszej galaktyki będzie gotowa nieść moje listy do adresata.. To takie morze marzeń, które nie ma ograniczeń ziemskich.
Wichura nadal hałasuje za oknem. Dzisiaj już za późno, by wrzucić butelki w przestrzeń fal magnetycznych, emocjonalnych i czasowych. Pozostaną w moich snach aż do odpowiedniego momentu, gdy przestrzeń naszej galaktyki będzie gotowa nieść moje listy do adresata.. To takie morze marzeń, które nie ma ograniczeń ziemskich.
Tekst z dedykacją, dla tych osób, które doskonale znają ten „styl życia”.. Od wyniku do wyniku co sześć miesięcy.. Wiem doskonale, że jest nas dużo..
Będzie dobrze!.. Musi!..
Milena 775
![]() |
foto-pixabay |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję bardzo za każdy komentarz..