czwartek, 18 stycznia 2018

Skok..









"Dotarłam do krawędzi.
Przegapiłam moment, gdy nasze niezbyt szczęśliwe życie rodzinne przekroczyło jakąś niewidzialną granicę, za którą była już tylko przepaść. To właśnie na krawędzi tej przepaści balansowałam resztką sił, usiłując utrzymać się i nie zrobić czegoś nieodwracalnego. Z przodu było nieznane, z tyłu – mrok i koszmar, a na krawędzi – ja, zakładniczka, która się panicznie boi.
Jakim cudem stałam się zakładniczką? Podobnie jak miliony innych kobiet: marzyłam o trwałej rodzinie i kochającym mężu. Myślałam, że takiego właśnie znalazłam, a po ślubie zrozumiałam, że nie jest wcale taki, jak mi się wydawało. Znana historia – pił, bił, obrażał, był zazdrosny. Trzeba było już wtedy uciekać, ale dziecko jeszcze miałam przy piersi, które ciągle chorowało, a ja bez pracy… Nie miałam wtedy do tego głowy. A potem? Potem stałam się zakładniczką sytuacji. Krewni i przyjaciele i najbliższa rodzina – wiedzieli o wszystkim i doradzali jak mogli najlepiej:
- Dziecko potrzebuje ojca, - słyszałam to tyle razy… Ciężko z tym polemizować – owszem, potrzebuje…
- Nie możesz zhańbić rodziny rozwodem, - powtarzała matka swoją mantrę, a ja miałam poczucie winy, że ona - taka wspaniała, wzorowa matka i żona - będzie musiała się przyznać, że źle wychowała swoją córkę.
- Całkiem chłop bez ciebie zginie… przecież trzyma się tylko ze względu na rodzinę… zastanów się dobrze, - ciężko wzdychała teściowa i było mi wstyd: faktycznie, jestem przecież mu poślubiona, składałam przysięgę, czy mam zatem prawo zrzucić z siebie ten ciężki krzyż?
- Kto cię z tym bagażem zechce? – uświadamiała mnie koleżanka. – Dobry mąż w naszych czasach to deficyt, spójrz, ile jest wokół wspaniałych dziewczyn i każda chce za mąż, a ty będziesz rozwódką z dzieckiem – szans nie masz żadnych! W najlepszym razie zamienisz siekierkę na kijek – po co ci to?
Więc się bałam. Bałam się, że będę do końca życia sama, że syna będę musiała sama wychować…Albo, że trafię na jeszcze gorszego. Mój przynajmniej ma złote ręce jak nie pije… No i syna kocha…
Zwlekałam z decyzją tak długo, jak byłam w stanie – dopóki nie stanęłam przed wyborem: skoczyć i się zabić albo wrócić do piekła, w którym będę żywą zakładniczką. I nagle odezwała się Przepaść we własnej osobie…
- Dlaczego chcesz się koniecznie zabić? – spytała.
- Nie chcę, ale nie mam wyboru. Albo wstecz albo w dół.
- Jak chcesz w dół, to pewnie się zabijesz, chociaż nie jest to jeszcze takie pewne. Może się czegoś chwycisz po drodze – krzaka, korzeni…
- A jeśli nie zdążę?
- Wybierz inny tor lotu.
- A są inne?
- Pewnie! Możesz podskoczyć do góry i zobaczyć, co się stanie. Albo przeskoczyć na drugą stronę. Albo zbudować most.
- Nie umiem budować mostów i nie mam budulca. A do góry albo na drugą stronę to się boję. Nigdy tego nie robiłam!
- No to co? W piekle też nigdy nie żyłaś, a jednak spróbowałaś i co? Przyzwyczaiłaś się jakoś…
- Nie przyzwyczaiłam się – dlatego tu jestem. Teraz to mi wszystko jedno, żal mi tylko syna…
- A nie żal ci trzymać go w piekle?
- Czego ty chcesz ode mnie?
-Żebyś skoczyła! Żebyś przynajmniej spróbowała!
- Boję się, że sił mi zabraknie…
- Nie zabraknie, jeśli naprawdę będziesz chciała coś zmienić w życiu.
Podeszłam bliżej krawędzi i zajrzałam w nicość – zobaczyłam mgłę i nic więcej. Nic, co pozwoliłoby na określenie głębokości – być może wynosiła ona 3 metry, a może 300… Obejrzałam się. Tam, z tyłu stali wszyscy i patrzyli na mnie – niektórzy z przerażeniem, a inni oskarżycielsko…
- Zniszczysz bezpowrotnie wszystko, co miałaś! – złowieszczo wysyczała mama.
- Oj, straszny błąd popełnisz! Straszny! – biadoliła teściowa.
- Zabijesz się, głupia! – płakała koleżanka.
- Skacz, skacz, no dalej – jeszcze przypełzniesz na kolanach, będziesz mnie błagać o wybaczenie, - bełkotał z pijackim uśmieszkiem mąż, otwierając kolejne piwo.
To był kres… Zrozumiałam nagle, że jeśli nie skoczę, to umrę. Cokolwiek czaiło się tam, w strasznej, nieznanej przyszłości – było to lepsze od tego, co znajdowało się za moimi plecami. Najpierw zdjęłam z siebie poczucie winy, złożyłam ładnie i położyłam na ziemi. Obok położyłam wstyd, niepewność, wątpliwości, a na samym wierzchu – strach. Po co mi te obciążenia w czasie lotu? Od razu zrobiło mi się lżej, nawet się uśmiechnęłam. Następnie mocno przytuliłam do siebie syna, wzięłam solidny rozbieg i skoczyłam. Skoczyłam w górę, a nie w dół, bo poczułam moc i chciałam sprawdzić, jak to będzie.
I nagle… Zrozumiałam, że lecę! Zamiast spaść – szybowałam, a za moimi plecami szeleściły skrzydła, które nie wiadomo skąd się wzięły. Spróbowałam nimi sterować i teraz mogłam lecieć w każdą stronę – w prawo, w lewo, dokąd zechcę! Skąd one się wzięły?
- Skrzydła ma każdy, ale wielu ludzi nawet nie podejrzewa, że je ma - wyszeptała Przepaść. 
– Życie doprowadza ich do skraju nicości właśnie po to, by polecieli. A czy w górę, czy w dół – to już każdy sam wybiera…"

Na motywach opowiadania Iriny Sieminoj. Przekład I.Z.
Po Pierwsze Ludzie
 

foto - Erin Graboski

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Nadzieja..









Nadzieja ma kolor zieleni.. ( ja w to wierze).
Nadzieja.. słowo, które może znaczyć duzo ale tez słowo, które nie do wszystkich dociera swoja mocą i często słyszymy albo czytamy że " nadzieja matką głupich", (zanim w życiu nie zaczną się dziać sprawy, które potrzebują właśnie nadziei, bo tylko ona jest z nami do końca)..
Często używamy tego słowa w życiu codziennym wyrażając nasze życzenia czy pragnienia, nawet te dotyczące spraw bieżącego dnia - mamy nadzieje, "że jutro będzie ładniejsza pogoda, że ktoś do nas zadzwoni, że ktoś szczęśliwie dojedzie do domu, że ktoś wyzdrowieje, że dostanie prace"..- Mamy nadzieję.. Jeśli przez moment zastanowimy się to sami zauważymy, że słowo nadzieja jest ciągle w naszych rozmowach. Kiedy w naszym życiu, albo w życiu kogoś bliskiego dzieje się coś złego, nasza nadzieje zmienia się w wielką nadzieje i przybiera postać specyficznej modlitwy. Jeśli jesteś kobietą, to znasz to dobrze - rodzisz dziecko, to masz wielką nadzieje, że poród odbędzie się bez powikłań i urodzisz zdrowe dziecko. Gdy nagle po urodzeniu zdrowego dziecka pojawiają się komplikacje, to wzywasz do siebie nadzieję modląc się o przeżycie ciężkiej operacji, bo kto wychowa twoje dziecko?.. I wierzysz w to, że zostanie to wysłuchane. Tak, towarzyszy nam w chwilach trudnych, gdy zostajemy sami ze swoich bólem, strachem i tylko ona jest ze mną, gdy działania anestezjologa przenoszą moją świadomość w niebyt. To ona siedzi obok patrząc na mnie wielkimi zielonymi oczami, gdy onkolog mówi słowa, których nie chce zrozumieć, bo jak zrozumieć słowa, które są wyrokiem dla kogoś, kogo kochasz bardziej niż siebie? To właśnie do nadziei zwracam się, licząc, że jeszcze nie wszystko stracone w tej trudnej walce. Niestety, czasem coś bywa zupełnie beznadziejne.. tzn. bez cienia nadziei.. I to ona znowu jest ze mną, gdy kilka lat później, (jeszcze nie pogodzonej z tamtą przegraną walką.. z choroba męża) gdy inny onkolog mówi że, teraz ja muszę powalczyć.. Przez łzy widzę tylko rozmazany zielony kolor wokoło mnie. Ogromne zielone oczy nadziei patrzą na mnie spokojnie. A ja mam tylko ją. Tylko to zielone spojrzenie wyzierające z każdego kąta. Tylko ona jest ze mną.. to tylko tyle a może aż tyle?, bo mój syn student, ma przerażenie w oczach. On ma tylko mnie,( a ja tylko jego), wiec przytulam do siebie mocno te zieleń i proszę, żeby mnie nie zostawiła. Jest ze mną. Była ze mną do ostatniej chwili przed operacją i zaraz gdy otwieram moje oczy widzę, że siedzi wygodnie oparta o łóżko. Uśmiechnięte zielone ślepska patrzyły na mnie spokojnie. To ona była ze mną na każdej terapii - trzymała moje palce ściskając je lekko, żebym pamiętała, że jest tuz obok. Nadzieja - moja przyjaciółka, to z nią robię kontrolne badania i z nią bywam u onkologa i wszędzie, gdzie obecność nadziei jest dla mnie ważna, bo tylko ona mi towarzyszy w każdym trudnym momencie i ja mam tego świadomość.. Zawał przyjaciela.. strach.. i długie milczenie z jego strony (mieszkamy daleko od siebie).. to właśnie nadzieja pozwoliła mi wierzyć, że wszystko jest i będzie dobrze - to są takie trudne momenty, kiedy ona pozwala przetrwać. A moja nadzieja ma jeszcze nierozłączną przyjaciółkę - cierpliwość. Ta wspaniała para duzo znaczy w moim życiu. 
Gdy nie ma się najbliższej rodziny to trzeba mieć nadzieje, że.. 
(zakończeń tego zdania jest wiele). 
Oczywiscie byłoby zbyt pięknie, gdyby to było panaceum na wszystkie problemy i kłopoty. Ale ważne, ze często sprawy jednak kończą się pozytywnie, bo przeciez wiara czyni cuda a nadzieje przynosi ulgę.. tak często potrzebną.
Życie jest jakie jest, trzeba je przeżyć najlepiej jak potrafimy. Jedni mają prościej - może ich karma jest właśnie taka? A innym problemy sypią się pod nogi jak w tym opowiadaniu, gdzie jeden zbędnie ruszony kamień uruchamia lawinę innych.. Nadzieja jest potrzebą naszej podświadomości i duszy, bo chcemy mieć pewność, że ona może zmienić to, co jest dla nas w danej chwili najważniejsze.. a co nas przeraża.
Dobrze, że jest od zawsze z nami.. Św. Paweł w liście do Koryntian w "Hymnie o miłości" wymienia ją jako jedną z trzech cnót najważniejszych dla człowieka - "Obecnie więc trwają wiara, nadzieja i miłość—wielka trójka(..)" 
Kazdy odbiera to indywidualnie, w zależności jak to rozumie i jak bardzo potrzebuje w swoim życiu nadziei.


Milena 775


foto-net












środa, 10 stycznia 2018

Młodzieńcze uczucia..










Nie wierzyłam
wierzyć nie chciałam
że mógłbyś
pewnego dnia
tak po prostu
zapomnieć o mnie
ja
nie zapomniałam
dzieliło nas wszystko
nawet nie wiedziałam
czy daleko jesteś
czy blisko
szczegóły
nie miały znaczenia
nie potrzebowałam
zdjęcia
adresu
miałam wspomnienia
i naiwną wiarę
że stare
młodzieńcze uczucia
jeśli były prawdziwe
trwały ślad
zostawią
od czasu do czasu
zajmą myśli
rozbawią
a z wiekiem
wraca się do nich
coraz częściej
z łezką
uśmiechem
trochę idealizuje
złego nie pamięta
ale gdy źle się czujesz
codzienność doskwiera
w tamte wspomnienia
uciekasz
nic nie masz
już do stracenia
wszystkie zakończenia
przecież znasz.

/Jaga (JK.)/


foto-net


sobota, 30 grudnia 2017

2017








W pokoju rozświetlonym migoczącymi lampkami na choince i płomieniami palących się polan w kominku siedzi bardzo zmęczony stary człowiek.. Nie ma zadowolonej miny - nie udało mu się wykonać wszystkich zaplanowanych zadań. Nie wszyscy są zadowoleni. Tak duzo osób odeszło na druga stronę światła, a on nie mógł ich zatrzymać. Tyle osób walczy z chorobą, a on nie zawsze mógł pomoc. Tyle biedy wokoło - starał się, ale.. musi zostawić ciąg dalszy następcy. Tyle wojen o rzeczy ważne ale i zupełnie nieistotne, walczący są głusi na argumenty. Natura.. jej kondycja coraz gorsza i mimo, ze zrobił dużo dla niej, ze smutkiem patrzy jak cierpi i jak beztrosko ludzie nadal nie widzą własnych błędów. A to wspólna sprawa. Zmęczone oczy przymyka drzemka. Jeszcze jeden dzień i później ten głośny wieczór i noc, gdy ludzie cieszą się, że on już odchodzi a jednocześnie tak raduje ich, że nowy już jest z nimi. Cieszą się głośno, strzelają korki od szampanów i petardy.. a on chciałby w ciszy powiedzieć ludziom, że bardzo się starał... i że, nowy?.. przecież nie wiedza, jaki będzie, czy zdoła sprawić, że będą zadowoleni?.. Odpoczywa, by przeżyć te ostatnie godziny z wszystkimi, z którymi był tyle dni.. Wiec żegna się w myślach z każdą dobrą chwilą i przeprasza, że nie udało mu się być lepszym niż był.
*
Ja życzę każdej osobie, by nadchodzący 2018 rok - był lepszy, by dobre zdrowie i dobre dni były dla nas czymś zwyczajnym. Niech szczęście nie gubi naszego adresu!.. 

Milena775


foto-pixabay

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Święta w górach cz.III






..Ciekawość zwyciężyła! Po obiedzie wyruszyliśmy w tajemnicze "10 km na wschód" w poszukiwaniu obiecanej trasy zjazdowej. Droga była przejezdna mimo dużego śniegu ( wyglądała jakby ktoś ją "udeptał"), prowadziła ośnieżonym lasem. Widziałam kilka domków ukrytych za drzewami w dość znacznej odległości jeden od drugiego. Patrząc na otaczające nas drzewa zaczęłam się niepokoić, że kuzyn pomylił kierunki świata. Śladu jakiejkolwiek struktury wyciągu, ani niczego czego można byłoby skojarzyć z trasą zjazdową mimo przejechanych ponad 8 km. Kolejne metry i.. z lewej strony pojawiła się mała stacja paliw i sklepik, obok parking z kilkoma autami. Zatrzymujemy się z zamiarem popytania w sklepiku o trasę. Młody człowiek układający towar jest dobrze poinformowany i już po chwili wiemy, że auto lepiej zostawić tu na parkingu i przejść kawałek lasem, bo inaczej to jeszcze prawie 10 km, żeby objechać wzniesienie i dojechać na miejsce.
Zdecydowanie wybieramy spacer przez las, tym bardziej, że ścieżka jest odśnieżona, kilka stopni mrozu i promyki słońca miedzy drzewami. Po kilku minutach marszu dochodzimy do polany otwartej na dość pokaźny stok. Ścieżka prowadzi nas w prawo i za małym zagajnikiem wychodzimy na teren małej zabudowy - taras z kilkoma stolikami, małe resto, za którym widzimy wyciąg orczykowy. Kilkanaście osób.. jedni wjeżdżają na gore inni właśnie szusują w dół. Końca trasy nie widać, ukryta częściowo za zakrętem widocznym w oddali.. no i oczywiście odległość. W resto przytulnie i czysto. Kilka osób popija coś parującego z kubków. Dwa afisze informacji, z których dowiadujemy się o godz otwarcia, cenach karnetu na wyciąg, zasadach bezpieczeństwa i długości trasy zjazdowej. Istnieje możliwość zjedzenia czegoś na gorąco i jest zasięg, jeśli chodzi o telefon, co może być użyteczne. Wszystko to wygląda dość zachęcająco. Spoglądam na Ciebie, prawie nie czytasz informacji - pozostawiasz to mnie, wychodzisz na taras i patrzysz w dół na zjazd, bo tylko to jest dla Ciebie interesujące. W pewnym momencie odwracasz głowę i mówisz, że należało zabrać narty - i jeszcze przez moment patrzysz na stok. Pewnie masz racje, ale przeciez chcielismy tylko sprawdzić, czy to jest możliwe do zjeżdżania.
Jest za późno.. wiem, że szybko będzie ciemno.
Upewniamy się, że jutro będzie czynny wyciąg, to dzień wigilii, wiec mogłoby być różnie. Na szczęście właściciel to fan nart i rozumie przyjemności narciarstwa - wszystko jest otwarte przez cały czas świąt.
Wracamy przez las. Zapomniałam o rękawiczkach, mam zziębnięte palce.. Jedna rękę chowam do kieszeni, druga zamykasz w swojej ciepłej dłoni (po zdjęciu rękawiczki) i wsadzasz nasze dłonie do cieplej kieszeni Twojej kurtki. Lubie to.. Twoje ciepłe palce trzymające zdecydowanie moje zimne. To taki gest pełen sympatii. Na parkingu nadal kilka aut. Decydujesz dotankować auto i wracamy do domu.
W domku panuje przyjemne ciepło i wchodząc do łazienki stwierdzam, efekt pozytywny Twojej pracy. Ciepełko!.. Kiedy chwale Twoje umiejętności śmiejesz się i pytasz czy wątpiłam? Oczywiscie, że nie - dobrze wiem, że potrafisz naprawić nawet te "nienaprawialne" urządzenia..
Wieczór szybko zapukał w okna, wolno rozgwieździł niebo.. Bajkowy świat za oknem a przed kominkiem rozmowa podlewana aromatyczną czekoladą. To taki moment, gdy czas się zatrzymuje tylko dla nas..
Jest tu telewizor, ale jakoś nie mamy ochoty na "zmyślony świat mediów" i rozkrzyczane reklamy.
Zostawiam Ciebie przed kompem z prasówką. Ja mam do zrobienia kilka rzeczy w kuchni, rano jedziemy na narty, ale wieczorem coś trzeba zjeść.
Nie będzie tradycyjnie "za dużo" potraw wigilijnych, ale te które lubimy.
Wstawiając ciasto do piekarnika, uśmiecham się do swoich myśli.. wiem, ze lubisz .. Jesteś łakomczuchem jeśli chodzi o ciasto, co jest mi doskonale znajome..Uwielbiam także!..
Jutro wieczorem?.. mam nadzieje, że może pierwszy raz nie będzie to wymuszony obowiązek, tylko przyjemność.. w zupełnie innym otoczeniu i w innym kontekście..

Milena 775



foto-gif-net




niedziela, 24 grudnia 2017

Magia świąt..








Spokojny przedświąteczny wieczór.. Tu gdzie mieszkam nie ma szaleństwa przygotowań ( o ile nie jesteś w otoczeniu dużej rodziny). Mieszkanie udekorowane, choinka stroszy swoje ciemno-zielone igiełki przystrojone dekoracjami w barwach czerwono-białych ( jak co roku).. W tle sączą się przyjemne nutki kolęd.. W necie czytam o " magii świąt"?.. Od dawna już jej nie ma, czy może jest?. Pamiętam Święta, gdy byłam mała dziewczynką.. w dużym pokoju pomiędzy oknami stała choinka. Prawdziwa, pachnąca lasem i czymś tajemniczym.. taka "do sufitu", na jej gałązkach w uchwytach prawdziwe świeczki, które zapalał mój Tata, tylko wtedy, gdy byliśmy wszyscy w pokoju. Papierowe długie i bardzo kolorowe łańcuchy, misternie klejone palcami dzieci i kobiet z rodziny (zawsze przyjeżdżali 3-4 dni wcześniej, przed Wigilią).. Czerwone małe jabłuszka, orzechy w sreberkach, ciasteczka o różnej formie na czerwonych wstążeczkach długie cukierki w błyszczących kolorowych papierkach i wiele innych ozdób wykonanych w domu z bibułki, kolorowego papieru, waty.. Miedzy tymi cudami duże delikatne bombki, których nie należało dotykać.. W Wigilie pod choinka pojawiały się paczki, starannie zapakowane i zawsze w tym czasie, gdy dzieci były wołane do innego pokoju, by zająć się czymś " bardzo ważnym". Mam w pamieć scenę świątecznego dnia, ja wystrojona w sukienkę z falbankami, białe rajstopki i lakierki, a w moich długich warkoczach wielkie nastroszone białe kokardy - siedzę na kolanach mojego Taty i słucham z przejęciem opowieści.. pozostałe dzieci z rodziny, siedzą na kanapie równie jak ja zasłuchane.. Za oknem sypie śnieg. Mieszkanie pachnie ciastem i wykrochmalonymi firanami.. Magiczne święta, duża rodzina, słowa miłości, miłe gesty.. to "coś"szczególnego unoszącego się w powietrzu - dużo śmiechu, kolędy - gdy ważniejsze od prezentów i tego co na stole była bliskość ludzi, którzy kochali się i z wielką przyjemnością świętowali razem..
Święte słowa ks. J. Twardowskiego - " śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą" - są tak prawdzie, ze aż bolą, wiedza o tym ci, którzy już stracili kogoś bliskiego. Powrotu nie ma, żal, który pozostanie, gdy ktoś spóźnił się z okazaniem miłości, będzie długi i bolesny.. Zbliża się Wigilia - ponoć nawet zwierzęta mówią w tym czasie ludzkim głosem.. porzuć złe humory i złość, zapomnij o obojętności, wyciągnij rękę do zgody. Zadzwoń do kogoś, kto długo czeka na znak od Ciebie.. Powiedz coś miłego, komuś kto jest tego wart.. Tak niewiele trzeba, by okazać empatię, by pozytywne emocje wywołały uśmiech kogoś.. Niech Wigilia będzie skromna na stole (bo nie o przepych jedzenia chodzi w święta), ale bardzo bogata w empatię i miłość do drugiego człowieka. Niech życzenia zdrowia i szczęścia będą szczerze mówione. Niech prezenty cieszą a nie złoszczą( nawet te nietrafione).. Niech Święta nie będą tylko forma objadania się( żołądek jest ten sam w święta czy poza nimi) - te Święta mają inny przekaz.. Nie zmuszajmy nikogo do ," świętowania" według naszego planu, niech każdy ma okazję spędzić te Święta tak jak lubi. To powinien być czas radości. Spokoju dla jednych a cierpliwości dla innych.. te dni tez mina, szkoda czasu na nerwy. Spokojny przedświąteczny wieczór, moje myśli krążą daleko, w sercu mam spokój i zrozumienie, ze nie wszystko bywa możliwe..
A magia świat?.. tak prawdę mówiąc magia świąt zależy tylko od nas, bo mamy ja w sercu..(albo nie)...

Milena 775


foto-net

piątek, 22 grudnia 2017

Święta w górach cz.II








... Poranek, to zawsze wspaniały moment dla mojej podświadomości.. uwielbiam te krótkie momenty, gdy słońce maluje swoimi promykami naszą historie..
Otulona ciepłym pledem, zatopiona w kontemplowaniu wspaniałego obrazu przestałam nawet słyszeć chrapanie za moim fotelem. Ustawiłam ten fotel zaraz po przyjeździe, przy samym oknie, bo byłam pewna, ze będę korzystać z widowiska, jakie organizuje Natura..
Zapatrzona w wirujące płatki śniegu moja dusza tworzy strofy pełne ciepłych słów miłości.. No tak, słowa w mojej duszy są bardzo ciepłe, ale moje palce zaczynały marznąć, wracam więc pod ciepłą kołderkę i przytulam moje plecy do Twoich. Czuje ciepło, które płynie od Ciebie. Przymykam powieki. Po chwili odwracasz się i obejmujesz mnie ramieniem.. Nieruchomieje przez moment, ale pochrapywanie nad moja głową wskazuje dobitnie, ze nadal spisz. Charakterystyczny dźwięk w telefonie oznacza, ze otrzymałam sms.. odkładam to w myślach na później i zapadam w puchata drzemkę krótkiego spotkania z Morfeuszem. Nic nas nie poganiało, ale kto zatrzymałby Ciebie w łóżku, gdy czekała robota w łazience?.. Czuje jak przeciągasz się siedząc na brzegu łózka.. wstajesz. Słysze jak schodzisz po schodach.
Niechętnie wygrzebałam się spod cieplej kołderki i poszłam do kuchni. Gdy po chwili przyszedłeś czekała już na Ciebie szklanka cieplej wody z sokiem z cytryny odrobina miodu i kurkumy. Patrzyłam jak pijesz małymi łyczkami patrząc w okno. Dopiero po dłuższej chwili zauważyłeś mój wzrok... - co jest? dlaczego tak uważnie mi się przyglądasz? - spytałeś z lekkim uśmiechem i nie czekając na moja odpowiedz poszedłeś do łazienki.
Posprawdzałeś dokładniej co trzeba zrobić i rozglądałeś się w poszukiwaniu narzędzi.
Dwa długie sms były od kuzyna (czyli właściciela domku) - pierwszy informował nas, ze w kuchni pod chodnikiem jest wejście do piwniczki- w której znajdziemy wszystko, co jest potrzebne do kilkudniowego pobytu w domku w zimie. Zaciekawieni odsunęliśmy chodnik i otwierając właz kluczem przemyślnie ukrytym w kuchni ( ale sms podawał szczegóły) - chwile staliśmy bez słowa.. Schody w dol ciemnej czeluści (jak w jakimś thrillerze), wiszący obok sznurek nagle pociągnięty rozświetlił duze pomieszczenie na dole. Podzielone na dwie części ażurową polka - z jednej strony był to podręczny warsztat, zaopatrzony w prawie wszystkie niezbędne narzędzia, co jak widziałam bardzo ucieszyło Ciebie. Mnie bardziej ucieszyła druga strona z licznymi polkami pełnymi jedzenia w słoikach, puszkach i workach. Liczne plastikowe pudelka zawierały przyprawy i inne "dobrodziejstwa" niezbędne w kuchni. Całkiem okazale przedstawiał się tez "zbiór" wina i szampana. To była bardzo dobra nowina, ze nie musimy się zastanawiać nad jedzeniem. Oczywiscie przywieźliśmy ze sobą zapasy, ale ta piwniczka była super. Bylo tu wszystko, co być powinno.

Drugi sms informował nas, ze 10 km w kierunku na wschód jest całkiem niezła trasa zjazdowa - żadne bardzo trudne zjazdowe cudo, ale zjeżdżać się da, bo ludzi niewiele i nawet jest jeden prywatny wyciąg. Oczywiscie kuzyn przepraszał, ze to wszystko umknęło mu z pamieć, wspomniał o awarii ogrzewania w łazience... i życzył nam dobrej zabawy. Hmm... trasa zjazdowa bez nart niewiele mogła cieszyć, ale okazało się, ze na pięterku, obok naszej sypialni - w bocznej komórce jest cały sprzęt na narty ( nawet do wyboru i koloru), na spacery po śniegu tez.. Wiedziałam, ze kuzyn zaprasza tu swoje towarzystwo tradycyjnie po nowym roku.. Nie myslalam, ze jest tak dobrze zorganizowany..
Później gdy szykowałam coś do zjedzenia w kuchni, słyszałam stukania i inne odgłosy świadczące, o tym ze ogrzewanie ma szanse działać. To była dobra nowina, bo zawsze przyjemniej wyjść spod prysznica do ogrzanego pomieszczenia..

cdn..
będzie pewnie niebawem..

Milena 775


foto-net

czwartek, 21 grudnia 2017

Sylwester w górach..









Święta to nigdy nie był Twój ulubiony okres.. byłeś przeciwny spotkaniom, których głównym celem było siedzenie za stołem i degustowanie licznych potraw.. a każdy sprzeciw wywoływał naburmuszenie się gospodyni domu.. Ale.. Zawsze było jakieś"ale", które długo przed światami zabierało cały Twój dobry humor..
Wielokrotnie namawiałam, żeby to zmienić, ale zmian tez nie lubiłeś..
Aż do tego roku.

Nagle okazało się, ze młodzi wyjeżdżają na jakiś kontrakt do Dubaju i nie będzie ich na święta..
Rodzice niespodziewanie dostali razem sanatorium, termin też haczył o święta. Najpierw ostro protestowali, ze nie ma mowy, w święta nie chcą być poza domem, ale to sanatorium było im bardzo potrzebne, postanowili sprawę skonsultować z lekarzem.
Tak długo czekali.. zabiegi tam zaprogramowane były konieczne.
Całość sprawy przesadzili nagła choroba przyjaciela siostry, gdy okazało się, ze niestety święta dla niego w tym roku będą poza zasięgiem.. zdrowie ważniejsze.
Patrzyłeś na mnie śmiejącymi się oczami, ale nic nie mowiles..
Czekałeś na decyzję rodziców. Po długich rozmowach i konsultacjach z lekarzem i wobec tych wszystkich nagłych zdarzeniach dotyczących świat postanowili, ze pojadą do sanatorium. Na ostatnim rodzinnym spotkaniu w sprawie świat powiało nagle "wiatrem ulgi" i prawie było słychać gremialne "uff!"..
Teraz mogłeś już pozwolić sobie na "grymas" zadowolenia.
Niemożliwe stało się możliwe.
Ja natomiast zadzwoniłam do kuzyna i wprost "wyżebrałam" u niego te kilka dni w jego domku w górskim lesie. Dobrze, ze jego nowa przyjaciółka wolała światła wielkich restauracji od ciszy lasu zasypanego śniegiem.
Kiedy opowiedziałam gdzie spędzimy święta i Nowy rok - patrzyłeś na mnie z niedowierzaniem.. - jesteś jakąś czarodziejka? - spytałeś nagle.. Śmialiśmy się z tego .. A może?
Góry przywitały nas czapami śniegu na szczytach widzianych w prześwitach drzew okalających bardzo sympatyczny drewniany domek. Najbardziej podobały mi się Twoje roześmiane oczy.. dawno takich nie miałeś.. Za dwa dni święta, ale tu czas zatrzymał się wśród lasu ośnieżonego białym puszystym śniegiem.

Spacer w głębokim śniegu i mój upadek wśród śmiechu..
Długi cichy wieczór przed kominkiem, na którym trzaskały iskrami płonące polana. Kubki z pachnącą czekoladą.
Niewiele rozmawialiśmy, wystarczyła nam nasza obecność.
Wyglądało to zachęcająco, tym bardziej, ze trzeba było naprawić ogrzewanie w łazience, narąbać drzewa do kominka. Twój humor miał szanse trzymać się dobrze (nie lubisz bezczynności, dobrze to wiem).
Rano okazało się, ze wschodzące słońce prześwitujące przez drzewa tworzy bajeczna iluminacje na ścianie i suficie w sypialni..

oglądałam to w kompletnej ciszy.. no może nie takiej kompletnej, bo Twoje chrapanie znacznie ja zakłócało..

(Pierwszy chapitre de chapitre* opowiadania)

Swieta w gorach cz.I cdn.

Milena 775



foto-net

wtorek, 19 grudnia 2017

Samotne święta..








Za siódmym morzem
zupełnej obojętności
ludzkiego istnienia
zabiegane
przygotowania
do świętowania
odbierają
możliwość widzenia
zwyczajnej biedy
starej samotności
cichej rozpaczy
Głośne świętowanie
skutecznie zagłusza
dźwięk łyżeczki
w szklance chłodnej
cienkiej herbaty
za ścianą bez świąt
slogan
"nikt nie powinien
być sam w ten dzień"
dźwięczy echem
w pustych korytarzach..

Dawno temu w Polsce, świętowaliśmy z nasza sąsiadką.. starszą, sympatyczną osobą, dla której dzieci "nie miały czasu". Zawsze mówiła o nich z miłością i smutkiem w oczach.. Pamięci każdej takiej samotnej osobie 

Milena 775

foto-Demotywatory

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Święta?










Święta
Słowo migoczące
Lampkami na choince
Pachnące makowcem
i korzennym piernikiem
Wspomnienia
Smaku barszczu
Czerwieniącego uszka
Karpia skwierczącego
Na dużej patelni
Święta
Talerzy ubywających
Z wigilijnego stołu
Kolęd milknących
W brakujących ustach
Marzenia
Zamknięte w bombkach
Ozdobą na drzewku
Smutki wplecione
W długie łańcuchy ozdób
Zadumanie
W Wigilijny wieczór
Narodziny Nowego
miłością znaczone
I cichą modlitwą
Nadzieja
Uśmiechem ubiera
Przyszłość nieznaną
Zamazując smutki
Przeszłości
Święta?...
Dwa talerze na stole
...

Milena 775




foto-net






niedziela, 17 grudnia 2017

Czas..








Tyle słów
tyle zdarzeń
tyle myśli
tyle emocji
tyle pragnień
i taki tłum 
ludzi różnych
i tylko jeden
bezpowrotnie
zdolny zmienić
wszystko -
czas..

Milena 775


foto-net


sobota, 16 grudnia 2017

On..










Ona
Delikatna
Nieśmiała
Zasłuchana
W głos duszy 
Wierzy
W dobro ludzi
Miłość prawdziwą
Przyjaźń i szczęście
On
Chłodny i nieufny
Narcystyczny
Zbyt obojętny
Na sentymenty
Na miłość
Dlaczego
W jej sercu
Właśnie
On..


Milena 775



foto-pixabay

piątek, 15 grudnia 2017

Zamknięte oczy..






Zamykam oczy
i już trzymasz
moja rękę
w swojej dłoni
dokładnie 
ułożone palce
pierwszy
drugi
trzeci
czwarty
piąty
wszystkie
obejmują moje
czuje delikatność
ciepło
i czułość dotyku
jak żyć
z zamkniętymi oczami ?..

Marlena 775

foto-net


środa, 13 grudnia 2017

Listy..






Noc nie daje spać, urządza spotkanie z wichurą . Ostatnie listki zostały postrącane z gałęzi, z parapetu sąsiada z trzaskiem spadła doniczka, lądując głośno w wewnętrznym pasażu. Słyszę, jak nade mną łopoczą skrzydełka wentylatora w kominie wentylacyjnym. Leżę spokojnie i myślę o tych wszystkich sprawach, które zamieniłam w mrowie slow na kartkach, później starannie zrolowałam kartki i delikatnie wsuwałam do butelek. Korki zostały dokładnie wciśnięte i zalakowane.. Dość długo czekały na odpowiednią chwile, by je wysłać. Wiedziałam, że znajda adresata tam gdzieś w przestrzeni miedzy.. a miedzy. Doskonale znały, kto to jest, bo niezmiennie pisze do tej samej osoby. Listy były różne, jak różne bywają myśli, jedne świeciły radością, a inne były wilgotne od smutku i łez. Te ostatnie były lodowate od stresu i strachu. Czułam od wielu dni ten chłodny przeciąg myśli na moich plecach. Jak pozbyć się tego? Nie wiem.. jeszcze nie do końca potrafię, ale wiem, że trzeba to z siebie wyrzucić. Jak żyje się od badania do badania, od wyniku do wyniku to wie tylko ten, kto podobnie jak ja przechodzi przez to i wie, że nie może inaczej, bo ten złośliwy "zwierzak" wymaga czujności. Pół roku względnego spokoju, gdzie każdy ból albo dziwna reakcja wewnątrz organizmu zapala natychmiast czerwony sygnał alarmu. Później szereg badan — mniej i bardziej nieprzyjemnych, a zimne macki strachu oblepiają każdy kawałek skory. Czekanie na wyniki jest jak bardzo plastyczną gumą do żucia.. ciąąągnieeee się niesamowicie długo!. Wreszcie wyniki już są i stres nie pozwala nacisnąć klawisza, by je odczytać. Teraz już wszystko wiesz i czujesz ogromną ulgę, bo wyniki są dobre! Ta ulga przekłada się na różne rzeczy.. ciało reaguje zwolnieniem funkcji, nic nie boli, a za chwile boli wszystko i znowu nic nie boli — mięśnie przestają być spięte, w głowie nagle przestają wirować setki myśli i robi się cicho.. Jesteś jak balonik, z którego nagle wyszło powietrze, Na wizytę u onkologa możesz już czekać bez nerwowego zaciskania palców.. Kolejne pół roku przed tobą!.. Kiedy te odczucia zamieniam na czarne mrówki liter i widzę, jak na białej kartce powstaje tekst, który już przestał mnie bolec, to też rodzaj ulgi. Jutro zacznie się nowy dzień i obojętnie jaką pogodą przywita mnie poranek, to będzie całkowicie piękny dzień, bo nadal jestem tu z wami.. Wiec roluje kolejną kartkę i starannie umieszczam w butelce a później korek i lakowanie, by bezpiecznie dotarła w ręce, tego, który z uwagą ją przeczyta.
Wichura nadal hałasuje za oknem. Dzisiaj już za późno, by wrzucić butelki w przestrzeń fal magnetycznych, emocjonalnych i czasowych. Pozostaną w moich snach aż do odpowiedniego momentu, gdy przestrzeń naszej galaktyki będzie gotowa nieść moje listy do adresata.. To takie morze marzeń, które nie ma ograniczeń ziemskich.
Tekst z dedykacją, dla tych osób, które doskonale znają ten „styl życia”.. Od wyniku do wyniku co sześć miesięcy.. Wiem doskonale, że jest nas dużo.. 

Będzie dobrze!.. Musi!..

Milena 775


foto-pixabay

piątek, 1 grudnia 2017

Grudzień..






Grudzień
odwiedza Ziemię
zagląda 
w okna domów
Nad ranem
rysuje witraże
zmrożonym oddechem
po szybach
Sypnie śniegiem
zaskrzypi mrozem
dziwią go 
zabiegani ludzie
Kończąc wizytę
zostawia 
rozświetlone choinki
miłość i nadzieję 
Odchodzi radośnie
fajerwerkami 
znacząc niebo
na szczęście..


Milena 775




foto-pixabay

niedziela, 26 listopada 2017

Myśli..








Późny wieczór, cisza otula jak miękki szal utkany z moich dobrych myśli. Stoję w oknie i patrze na granat nieba poprzetykany błyszczącymi punkcikami gwiazd. Widzę, jak moje myśli szybują w jedną i druga stronę zostawiając za sobą mieniący się kolorami "ogon komety". To wspomnienie ludzi, których spotykałam w realu i w świecie wirtualnym pełnym iluzji. Jak bardzo różnią się od siebie. Mało jest — niestety — ludzi przepełnionych miłością i życzliwością — pulsujących na zielono.. A jednak takich spotkałam. Wielokrotnie widziałam ludzi zaaferowanych natłokiem spraw codziennych, które jak czarne metalowe kulki obciążają obraz rzeczywistości i nie pozwalają popatrzeć z uśmiechem na innych. Czasem puszczam w ich stronę błyszczącą kulę dobrych myśli. Wyciągam dłoń przyjaźni. Spotykam osoby zazdrosne, a nawet zawistne, otoczone wibrującym kolorem orange, całkowicie zatraciły w sobie życzliwość dla drugiego człowieka. Zazdrość — po co? w jakim celu? Każdy ma swój indywidualny program przeżycia, zazdrość innych niczego nie zmienia w tym programie, a tylko frustruje zazdroszczących. Brak tolerancji i nieumiejętność wybaczania błędów drugiego człowieka, są jak fioletowe wykrzykniki w moich myślach. Są też inne intensywne kolory, które swoim negatywnym pulsowaniem ranią zmysły. Każdy z nas widzi subiektywnie otaczające nas życie i ludzi, co nie oznacza, że się nie myli, nieomylnych nie ma. Więcej tolerancji zmieniłoby barwy na duzo łagodniejsze w odbiorze. Zycie jest zbyt krótkie, by tracić cenne minuty na negatywne odczucia.
Chwile pozostaje bez ruchu, śledząc drogi moich myśli wśród gwiazd.
Są takie, które popędziły daleko w ciemność, pobłyskując na czerwono.
Sledze ich trajektorie moim wewnętrznym panelem nawigacji, a przecież dobrze wiem, gdzie tak szybko poszybowały. Tam daleko jest ktoś, kto nie śledzi nieba, dla którego gwiazdy to tylko część nocy i nie wierzy, że myśli wędrują między nimi.. Razem z moimi dobrymi przemyśleniami posyłam dużą porcję dobrej energii, z wiarą, że potrafi to odczytać.
Mówią, że wiara czyni cuda.
Zostawiam moje odczucia krążące we wszechświecie jako dobrą energię..


Milena 775



foto-pixabay

wtorek, 7 listopada 2017

Noc..









Dzień spokojnie pozamykał okna i drzwi do jaśniejszej części codzienności i oddal klucze w spracowaną dłoń nocy.
Cisza wypełzła ze swojego kąta i rozsnuła swoje misternie tkane koronki milczenia, to pora, gdy myśli prostują swoje kwadraty i sześciany wiedzy bardzo potrzebnej albo zupełnie zbędnej panoszącej się w naszych szarych komórkach. Serce przesuwa zapadkę przekładni na niższy poziom stukania i zmniejsza sile pompowania krwi do otworów zastawnych, mocna membraną bezpieczeństwa. Odpoczynek i relaks, rozsiadają się wygodnie w bujanych fotelach, czekając na przybycie snu. Noc sprawdziła, czy wszystko gotowe jest, na przyjęcie marzeń i zauważyła, że w pewnym domu, na początku ulicy, na trzecim pietrze ktoś nie szykuje się do spania. Zaciekawiona podpłynęła bezszelestnie do okna. Księżyc zaglądał jej przez ramię.
Kobieta w pomieszczeniu, w kręgu ciepłego światła lampki układała do szufladek chińskiej komody swoje wspomnienia. Szufladki wyłożone były aksamitną tkaniną, by wspomnienia czuły komfort odpoczynku. Każde brała do ręki, uśmiechała się do nich, czasem przytulała do serca, a czasami coś do nich mówiła. Delikatnie wkładała do poszczególnych maleńkich szufladek i zamykała jedna po drugiej. To był dzień pełen emocji, przyniósł ze sobą duży worek wspomnień, trochę smutku i odrobinę uśmiechu. Teraz gdy wszystko poukładała w szufladki, czuła rodzaj ulgi i zadowolenia. Później spokojnie wzięła w dłonie duże zdjęcie stojące przed nią, przez moment patrzyła w oczy mężczyzny na zdjęciu. Spokojnie przytuliła portret do serca, obejmując go ramionami. Oparła plecy, zamknęła oczy i pozostała dłuższą chwilę bez ruchu. Noc patrzyła bezgłośnie na scenę w pokoju i nagle zauważyła, że spod zamkniętych powiek wypłynęła wielka łza mieniącą się uczuciami. Zawstydzona odpłynęła spod okna, poczuła się niezręcznie, podglądając taką intymną chwile. Księżyc zakrył swoją pyzatą twarz ciemną kłębiastą chmurą. Noc obiecała sobie, że przyśle tej kobiecie piękny sen, by poczuła się lepiej w swoim świecie, do którego tak niechętnie wpuszczała smutek i zwątpienie.
Tymczasem noc miała jeszcze wiele spraw do załatwienia, musiała przepytać sen co przygotował. Po dniu tak bogatym w emocje, każdy powinien odpocząć przed wejściem w kolejny dzień.
Motyle snów już rozpoczęły swój nocny taniec w swietle księżyca..
Gdzieś daleko, w kraju o innej tradycji, na cmentarzu okrytym czarną peleryną ciemności płonęły spokojnie znicze. Wbrew zasadom. Postawione potrzebą kontaktu z duszą, która potrzebowała tego światełka miłości i pamięci..



Milena 775


foto-pixabay

niedziela, 5 listopada 2017

Zatrzymaj się..








Zatrzymaj się
zobacz siebie
jesteś
śmiejesz się
oddychasz 
płaczesz
kochasz
Czasem czujesz
serce zwalnia
płytki oddech
uśmiech znikł
kapią łzy
odszedł ktoś
pustka
Zatrzymaj się
oczy przymknij
jestes częścią
cudu życia
otocz siebie
ramionami
żyj..


Milena 775



foto-imgED