wtorek, 7 listopada 2017

Noc..









Dzień spokojnie pozamykał okna i drzwi do jaśniejszej części codzienności i oddal klucze w spracowaną dłoń nocy.
Cisza wypełzła ze swojego kąta i rozsnuła swoje misternie tkane koronki milczenia, to pora, gdy myśli prostują swoje kwadraty i sześciany wiedzy bardzo potrzebnej albo zupełnie zbędnej panoszącej się w naszych szarych komórkach. Serce przesuwa zapadkę przekładni na niższy poziom stukania i zmniejsza sile pompowania krwi do otworów zastawnych, mocna membraną bezpieczeństwa. Odpoczynek i relaks, rozsiadają się wygodnie w bujanych fotelach, czekając na przybycie snu. Noc sprawdziła, czy wszystko gotowe jest, na przyjęcie marzeń i zauważyła, że w pewnym domu, na początku ulicy, na trzecim pietrze ktoś nie szykuje się do spania. Zaciekawiona podpłynęła bezszelestnie do okna. Księżyc zaglądał jej przez ramię.
Kobieta w pomieszczeniu, w kręgu ciepłego światła lampki układała do szufladek chińskiej komody swoje wspomnienia. Szufladki wyłożone były aksamitną tkaniną, by wspomnienia czuły komfort odpoczynku. Każde brała do ręki, uśmiechała się do nich, czasem przytulała do serca, a czasami coś do nich mówiła. Delikatnie wkładała do poszczególnych maleńkich szufladek i zamykała jedna po drugiej. To był dzień pełen emocji, przyniósł ze sobą duży worek wspomnień, trochę smutku i odrobinę uśmiechu. Teraz gdy wszystko poukładała w szufladki, czuła rodzaj ulgi i zadowolenia. Później spokojnie wzięła w dłonie duże zdjęcie stojące przed nią, przez moment patrzyła w oczy mężczyzny na zdjęciu. Spokojnie przytuliła portret do serca, obejmując go ramionami. Oparła plecy, zamknęła oczy i pozostała dłuższą chwilę bez ruchu. Noc patrzyła bezgłośnie na scenę w pokoju i nagle zauważyła, że spod zamkniętych powiek wypłynęła wielka łza mieniącą się uczuciami. Zawstydzona odpłynęła spod okna, poczuła się niezręcznie, podglądając taką intymną chwile. Księżyc zakrył swoją pyzatą twarz ciemną kłębiastą chmurą. Noc obiecała sobie, że przyśle tej kobiecie piękny sen, by poczuła się lepiej w swoim świecie, do którego tak niechętnie wpuszczała smutek i zwątpienie.
Tymczasem noc miała jeszcze wiele spraw do załatwienia, musiała przepytać sen co przygotował. Po dniu tak bogatym w emocje, każdy powinien odpocząć przed wejściem w kolejny dzień.
Motyle snów już rozpoczęły swój nocny taniec w swietle księżyca..
Gdzieś daleko, w kraju o innej tradycji, na cmentarzu okrytym czarną peleryną ciemności płonęły spokojnie znicze. Wbrew zasadom. Postawione potrzebą kontaktu z duszą, która potrzebowała tego światełka miłości i pamięci..



Milena 775


foto-pixabay

niedziela, 5 listopada 2017

Zatrzymaj się..








Zatrzymaj się
zobacz siebie
jesteś
śmiejesz się
oddychasz 
płaczesz
kochasz
Czasem czujesz
serce zwalnia
płytki oddech
uśmiech znikł
kapią łzy
odszedł ktoś
pustka
Zatrzymaj się
oczy przymknij
jestes częścią
cudu życia
otocz siebie
ramionami
żyj..


Milena 775



foto-imgED






piątek, 3 listopada 2017

Dla Ciebie..






Dla Ciebie
wiersz napiszę
marzeniem
nieba dotknę 
wyproszę uśmiech
szczęścia
Dla Ciebie
obraz namaluję
słowami
wyśpiewam
miłość nut
dźwiękiem
Dla Ciebie
zmienię dzień
i nocy czerń
ubarwię
codzienność
magią uczuć
Dla Ciebie...


Milena 775


foto-pixabay

czwartek, 2 listopada 2017

2 listopada








Wczorajszy jesienny spacer w poszukiwaniu odrobiny relaksu po dniu gdzie kłębiły się opary obowiązków, koniecznych działań i lekkiej irytacji bezmyślnością ludzi, ciągle spieszących się do tego, co przecież i tak nieuniknione. Pozostawiłam nogom możliwość wyboru celu, głowę starałam się przewietrzyć z wszystkiego, co zbędne wieczorem.
Gdy podniosłam wyżej oczy, stałam przed potężnymi drzwiami kościoła. Patrzyły na mnie głowy rzeźb z ogromnymi oczami bez wyrazu. Od lat patrząc pustym wzrokiem w przyszłość? a może w przeszłość?
Popychając ciężkie drzwi, zostałam wchłonięta, w ciemna czeluść kościoła, z charakterystycznym zapachem kadzidła, świec i tej ledwo wyczuwalnej ... tajemniczego misterium .. Ciemność rozświetlały tylko płonące świece na stojakach i dwie małe lampki wysoko na ścianie.
Półmrok odpowiadał świetnie spokojnej zadumie. Wrzucając monety, płacąc za świece, drgnęłam, nie spodziewając się aż tak ostrego dźwięku w metalowej skrzynce..Pusty kościół pomnożył efekt dźwięku. Przez moment trzymałam w palcach długie czterdziesto-centymetrowe świece. Myśli popłynęły daleko, czułam, jak bez wysiłku mijają granice. Spokojnie zapaliłam pierwszą z nich, wyszeptałam intencje.. i tak trzy razy. Skupiona wzrokiem na płomieniach świec, wewnętrznej modlitwie i wspomnieniach, nawet nie zauważyłam osób, które podobnie jak i ja w skupieniu zapalały świece obok. Oczami wyobraźni widziałam dusze moich bliskich, jak falowały wokoło płonących świec, promieniując zadowoleniem i dobrą energią. Moja podświadomość delektowała się tą animacją, budząc endorfiny zadowolenia w mojej duszy.. Wiedziałam, że teraz mogę spokojnie wrócić do domu. Moja dusza i serce były spokojne, wiedząc, że światło świec karmi dobrą energią dusze moich bliskich po drugiej stronie światła. Od dawna dzień 02 listopada jest szczególnym dniem mentalnego kontaktu potrzebnym obu stronom.
W półmroku kościoła pozostały świece palące się jasnym płomieniem..



Milena 775



foto-pixabay

środa, 1 listopada 2017

Kiedyś...







Kiedyś
moja dłoń w twojej dłoni
kiedyś
każdy dzień był miłością
kiedyś
dom pachniał kwiatami
kiedyś
wszystko z tobą było proste
dzisiaj
łapię w snach twoje dłonie
dzisiaj
miłość tylko wspomnieniem
dzisiaj
kwiaty tobie zanoszę
dzisiaj
światełko za twoją dusze..


Milena 775



foto-pixabay

poniedziałek, 23 października 2017

Milosc..










"
Łatwo znaleźć składniki miłości, ale wszystko zależy od tego, jak się je miesza. Potrzeba ogromnej pracy. [...] Po pierwsze, trzeba umieć rozumieć i akceptować. Potem trzeba być najlepszym przyjacielem. Zawsze. Trzeba pracować nad pokonywaniem tego, czego w tobie nie lubi druga osoba. Potrzeba wielkiego serca, mimo, że tak łatwo jest po prostu być małym człowiekiem w tak wielu sytuacjach... Czasami iskra zapalająca miłość jest z ludźmi od początku. Ale wielu tę iskrę bierze za płomień, który - jak uważają - będzie trwał wiecznie. To dlatego tak wiele ognia i żaru serc ludzkich po prostu się wypala i w końcu gaśnie. Nad prawdziwą miłością trzeba pracować diabelnie ciężko."

[ Jonathan Carroll ]


foto-net





poniedziałek, 25 września 2017

Jesień...









Gdy lato żegna 
odlatujące ptaki
a słoneczniki
więdną w wazonie
nostalgia wraca
Gdy parasolka
mą przyjaciółką
i znowu muszę
wyjąć kalosze
to do drzwi puka
ta pora roku
której nie znoszę...


Milena 775


foto-net

niedziela, 24 września 2017

Smuteczki..






Kolejny dzień z deszczową zasłoną za oknem...
Wielkie krople zaczynają stukać o blaszany parapet z dużą częstotliwością, by nagle przejść w jednostajnie szumiące, nasilające się kaskady deszczu....ulewa trwała krótko..Ustaje nagle i zalega całkowita cisza, niebo przybiera granatowy odcień, mimo że to dopiero popołudnie..Chwila ciszy i bezruchu, nawet nie słychać ptaków, pochowały się przezornie i czekają......
Po chwili koncert zaczyna się od nowa.. Pojedyncze duże krople i głośne uderzenia o parapet, coraz więcej kropli i coraz szybszy rytm, by nagle runąć wodospadem szumów i pluskań...kolejna ulewa tego dnia...
Siedzę wpatrzona w okno i słucham tego deszczowego koncertu...
Nagle w trakcie tej ulewy — pojawia się słońce i krople deszczu tworzą osobliwą rozmigotaną zasłonę, Wszystko przez moment skrzy w promieniach słońca, które nagle znika za chmurami....
Ale to nie koniec tego osobliwego pokazu...widzę nadciągające nowe ciemno-szare chmury....Czekam wiec na następną odsłonę deszczowego widowiska..
Odwracam na chwile wzrok od okna i widzę, że coś się zmieniło na półce, w rogu pokoju. Stoi tam lampka i kilka słoni..a teraz za lampka zauważyłam małą figurynkę. 
Co to może być? Nie przypominam sobie, żebym cokolwiek tam kładła, muszę dokładniej zobaczyć, podchodzę — mała postać — prawie troll! Co to?
Kudłate włoski na głowie..ciemny kubraczek..wielkie smutnawe oczy i buzia w podkówkę..Jestem zaskoczona — nie wiem, skąd to się tu wzięło? Nie stawiałam tego tu — jestem pewna.
Oglądam dokładnie figurkę i nagle widzę na jej plecach napis "smuteczek"...co to ma oznaczać?..Siadam do kompa i teraz widzę identyczną figurkę obok zdjęcia przede mną — szybko odwracam ją — no tak! na plecach ma ten sam napis.
Zaczynam domyślać się, o co chodzi..
Kolejną figurynkę znajduje w łazience obok pasty do zębów — Jestem pewna, że na jej plecach tez jest podobny emblemat — odwracam... jest!... jaskrawość liter ..prawie razi moje oczy!...
Wiec to tak?...opanowały mnie małe smuteczki?!
Kiedy w kuchni obok miski z owocami widzę ta samą figurkę, nawet nie zaglądam na jej plecy — wiem, co ma tam napisane...
W szufladzie na drobiazgi leży kolejna z szeroko otwartymi smutnymi oczkami.. Jeszcze jedna znajduje na kwietniku, blisko okna. Stoi tyłem, ale napis jest bardzo dobrze widoczny!
Zbieram je do ręki. Zdejmuje jeszcze tą z przykrywki słoika z dżemem, leży na brzuszku, żebym dobrze zobaczyła napisane słowo na jej pleckach! 
Ta obok zdjęcia chce się schować, ale łapię ją w palce i teraz ta ostatnia.. tamta za lampką na półce! 
Rozglądam się czy jakaś nie została. Nie dam się! nawet jeśli na chwile udało się im tu dostać — Nie pozwolę im tu się rozgościć! Nie ma mowy!
Delikatnie wkładam wszystkie do puszki po kawie i szczelnie zakręcam pokrywkę..
W pokoju robi się jakby jaśniej...deszcz za oknem właśnie kończy kolejna cześć koncertu. 
Uśmiecham się do zdjęcia kogoś, bardzo mi bliskiego, kogo już nie ma i mam wrażenie, że on oddaje mi uśmiech! 
Żadne smuteczki nie będą mi psuły wieczoru..ani nastroju! 
Właśnie miałam napisać kolejny tekst i wysłać do przeczytania..Nie będzie smutny, bo taki być nie może!
Słońce tymczasem wróciło na miejsce i odgoniło jednym spojrzeniem dwie ciemne chmury, które być może chciały je zasłonić?.. 
Trwa jego wieczorny spacer teraz już bez przeszkód.. Wędruje spokojnie ku zachodowi, by ułożyć się na spoczynek, 
Pewnie jest lekko znużone ta zabawą w chowanego z chmurami ... Ptaki za oknem nagle koncertują, głośno i radośnie..
Uśmiecham się do moich myśli..


Milena 775

foto-troll-net

czwartek, 21 września 2017

Wspomnienie..









Spotkałam kiedyś
człowieka 
o twarzy naznaczonej
upływem lat
z wysokiego brzegu
oceanu wspomnień
nieobecnym wzrokiem
żeglował w przeszłość
ku jedynej miłości 
tworzącej 
sens jego życia...


Milena 775

foto-pixabay

wtorek, 19 września 2017

Tamto bistro..







Ty.. ja
i tamto bistro
pierwsze od lat
spotkanie
Gorąca
czekolada
cynamonem
parująca słodkawo
Słowa motyle
wielobarwne
fruwające
wokoło
Twój wzrok
żeglujący
w moich
oczu błękicie..
To
rozbudziło we mnie
nagłą ochotę
na życie...

Milena 775

foto-net


niedziela, 17 września 2017

Wolno...







Wolno
wolniutko
otwierasz kolejno
zaciśnięte stresem
drobne palce
mojej dłoni
Cicho
cichutko
tłumaczysz sens
małych gestów
w poszukiwaniu
szczescia
Lekko
leciutko
muskasz ustami
wnętrze dłoni
już otwartej
i wciąż drżącej..
Wolno
wolniutko
otwieram oczy
ciągle zaspane
wracam niechętnie
z krainy snów...

Milena 775

foto-net

niedziela, 27 sierpnia 2017

Poezja..








Poezja - 
słowo wielkie
to nie dla mnie
zbyt ważne
dalekie
moje zwyczajne
wiersze
nie-wiersze
z duszy płynące
prawdziwe
szczere
i proste
szeleszczą cicho
na dnie szuflady
bez ważnych reguł
liczonych sylab
i rymów
czasem ukradkiem
wylecą z ukrycia
by je dotknęła
proza życia...



Milena 775

foto-net

piątek, 25 sierpnia 2017

Przepowiednia..





Wspomnienia zostają w nas na zawsze, nikt nie może nam ich odebrać... 
Mieszkałam z moją Mamą, mój ukochany Tato odszedł nagle na druga stronę światła, gdy miałam zaledwie 9 lat. To było trudne dzieciństwo. 
Było, bo w tym czasie — miałam 16 lat, byłam bardzo nieśmiałą nastolatką, która bardzo niechętnie wyruszała gdziekolwiek poza miasto sama. Uczyłam się w liceum i byłam dziewczyną pełną pasji – prowadziłam drużynę harcerską, tańczyłam w klubie tańca towarzyskiego, chodziłam na kurs języka francuskiego, śpiewałam w chórze i byłam aktywną czytelniczką w klubie dobrej książki.. Totalnie zajęta, co bardzo mnie cieszyło, bo lubiłam moje aktywności! Mogłabym jeszcze wymienić inne pasje, ale zatrzymam się na tym. Moja przyjaciółka wówczas była bardzo zauroczona (zakochana, bo przecież o miłości „najwięcej się wie”, mając 16 lat) Francuzem, miał na imię Philippe i przyjeżdżał z bratem do jej sąsiadów na wakacje... To było takie "duże wydarzenie" w naszej podwórkowej społeczności! W tamtych czasach niezbyt często ktoś z zagranicy bywał w naszej okolicy! Moja koleżanka zachwycona tym chłopakiem (z wzajemnością) zaczęła snuć plany wyjazdu na wakacje do Francji...Stalo się to jej obsesją! Mieszkałyśmy w niewielkim miasteczku na południu Kraju, gdzie o Paryżu było wiadomo, że jest stolicą Francji, która znajduje się na zachodnim krańcu Europy. Znajomość mojej przyjaciółki rozwijała się dobrze, ale ona była niecierpliwa i chciała poznać już- natychmiast … przyszłość! Kilka kilometrów od naszego miasteczka na wsi mieszkał taki "specjalny"człowiek – jasnowidz Filipek...
Widział i słyszał to, czego inni nie widzieli i nie słyszeli – przyszłość(!)...
Przyjeżdżali do niego ludzie z całego Kraju...nie przepowiadał, gdy była brzydka pogoda...
Albo, gdy nie miał humoru... 
Moja przyjaciółka koniecznie chciała do niego pojechać, ale nie sama. To był ten czas, gdy całe życie było przed nami...marzenia były jak zaczarowane motyle.. A jasnowidz mógł je przybliżyć...
Po licznych prośbach — uległam! Wybrałyśmy ładny, słoneczny dzień...Pojechałyśmy lekko przestraszone, bo opowieści krążyło dużo, o tym, że on wszystko „widzi” nawet wówczas, gdy jeszcze się do niego nie dojechało. Bardzo głośna była jedna z nich, o matce z dorosłą córką, które przyjechały do niego, miały ze sobą dwa kosze jaj jako zapłatę (to było częste, że ludzie płacili produktami). Idąc do niego, uznały, że dwa kosze jaj to za dużo, więc jeden schowały pod mostem! On je przyjął, a na zakończenie powiedział, że te jajka, które schowały pod mostem, właśnie im ukradziono! Ponoć kobiety uciekały w popłochu, bojąc się jego zemsty. 
Bez trudu znalazłyśmy stary dom, w którym mieszkał razem ze swoją siostrą...Drzwi otworzyła nam kobieta, ubrana po wiejsku i nic nie pytając, kazała nam iść..za stodołę! Tam na malej łączce porośniętej trawa i koniczyna siedział on — Filipek. Popatrzył na nas i kiwnął ręką, podeszłyśmy i usiadłyśmy naprzeciw niego.
Popatrzyłam na niego... niczym się nie wyróżniał od ludzi ze wsi. Ubrany po wiejsku, w przyniszczonym ubraniu, zniszczone dłonie...siwawe potargane włosy... tylko oczy miał... młode! Bardzo specyficzne, przedziwnie błękitne...Gdy patrzył, miało się wrażenie, że prześwietla osobę na wylot!..To było takie niecodzienne.
Koleżanka dała zdjęcie chłopaka do obejrzenia...zerknął, bez większego zainteresowania i popatrzył na mnie.. Starałam się o niczym nie myśleć, bo mówiono, że on czyta w myślach! Odwróciłam głowę...to przecież nie ja chciałam się czegoś dowiedzieć! Ona chciała wiedzieć, czy wyjedzie do Francji i czy ta znajomość przetrwa?..Filipek chwile patrzył na pole poza nami i powiedział, że ona nigdy do Francji nie pojedzie, znajomość szybko się skończy... a jej życie będzie w Kraju, w dużym mieście! Koleżanka była bardzo zawiedziona, widziałam, że chciało jej się płakać.. A Filipek uparcie patrzył na mnie... zapytał, czy ja nie chce wiedzieć, co będzie później?.. Pokręciłam głową przecząco. W gardle czułam dziwna suchość... Wówczas on powiedział, że to ja wyjadę do Francji...wiele razy...i pewnego dnia zostanę tam!...że czeka mnie w moim życiu duzo łez i duzo radości i to się będzie przeplatać.... Patrzyłam zdumiona na niego i myślałam, że to, co on mówi, nie może być prawda, bo jakim cudem niby miałabym pojechać do Francji??.. To było niemożliwe ! 
Rok później odezwał się do nas kuzyn... z Francji (!)... Nieoczekiwanie, bo przez ponad 20 lat nie dawał znaku życia.. Dwa lata później pojechałam na wakacje do Paryża (!)...to był mój pierwszy wyjazd...Nagle sama pojechałam na drugi koniec Europy.. Już to było wielką przygodą, dla nastolatki, która nigdy nigdzie sama nie podróżowała. Wspomnienia, które do dzisiaj grzeją moje serce!.. Był taki moment, gdy zastanawiałam się, czy kuzyn odezwałby się do nas, gdybym nie była u Filipka? A jeśli ta wizyta „odblokowała” jakiś kanał w podświadomości kuzyna?... To była fascynująca hipoteza.
Pierwszym obiektem, który chciałam zobaczyć w Paryżu - była oczywiście „Żelazna Dama”- Tour Eiffel... „Zakochałam się” w niej natychmiast, byłam całkowicie oczarowana tą konstrukcją i jej majestatem!.. Dotykałam śrub i elementów wieży, wchodząc po schodach na pierwsze piętro. Z niekłamanym zachwytem przyglądałam się, jak windy jadą w gore i zjeżdżają w dół. Dwa pietra wyżej – pojechałam już windą i z coraz większym zachwytem – o ile było to, w ogolę możliwe - podziwiałam z zapartym tchem panoramę Paryża. Wydawało mi się, że śnię i nie chciałam się obudzić! To były wakacje mojego życia!
Mój pierwszy pobyt trwał 5 tygodni i w tym czasie odwiedziłam wieże Eiffla 10 razy! Rodzina już nie chciała wjeżdżać ze mną na gore, śmiali się, że wjechałam na gore więcej razy niż oni, mieszkający tam od lat… a ja wiedziałam już wtedy, że zrobię wszystko, żeby wrócić...I wracałam! 
Ale to już zupełnie inna opowieść...
Po latach stawiając moje walizki – tym razem, już na zawsze – pomyślałam o Filipku i uśmiechnęłam się w myślach do niego, bo przecież wtedy przed wielu laty nie uwierzyłam w to, co usłyszałam, a jednak to on miał racje...Wypada oczywiście dodać, że przepowiednia dla mojej przyjaciółki tez się spełniła - Francuz szybko zniknął z jej życia, a ona cale dorosłe życie mieszka w dużym mieście...gdy się widzimy, mówi : "ale tego Paryża to ci zazdroszczę"...



Milena 775
foto-net

wtorek, 22 sierpnia 2017

Wieczorem...









Granatowo-różowe chmury przetaczają się po ciemniejącym niebie. Co za widowisko! Ciekawe co zapowiadają?..Burza z silnym wiatrem? Nie lubię, gdy zbyt mocno wieje w trakcie burzy..Patrze na to widowisko za oknem i czekam na odpowiedni moment, by założyć słuchawki i kliknąć ikonę połączenia..
To taki przyjemny moment, gdy w słuchawkach słyszę głos — męski, ale taki prawie aksamitny.. Zawsze wywołuje w moim wnętrzu istne poruszenie ...przyjemne uczucie!.
Czekam i pozwalam wyobraźni na chwile swobodnego "żeglowania".. daleko..

"Nagle zza szafy wylania się ..Ona!..
Portfelowa, seksowna sukienka z dekoltem, w kolorze mocnej czerwieni — opływa sylwetkę. Czarne szpilki. Mgiełka pończoszek na nogach..
Podchodzi do mężczyzny ..On siedzi na krześle — głaszcze delikatnie jego włosy.
Nachyla się i całuje długo — zostawiając ślad bordowej szminki na jego wargach!
Unosi leciutko sukienkę do góry i widać ażurowe zaskoczenie pończoszek. Siada na kolanach, przodem do niego... Patrzy w jego oczy. Uśmiecha się jednoznacznie . Sukienka unosi się lekko na udach. Przysuwa się bliżej.. Bliżej.. Dotyka sobą jego ciała..Ten moment — gdy wszystko zamiera w oczekiwaniu następnego gestu.. W wycięciu dekoltu widać odrobinę czarnej koronkowej bielizny.. Słychać przyspieszone oddechy.. Ona obejmuje go za szyje i znowu całuje.. Jego dłonie na jej plecach poruszają się nieśmiało.. Przedmioty wokoło tracą ostrość konturów..
Nagle ona odchyla lekko głowę i patrzy do tylu.. Uśmiecha się i puszcza oczko!"...
Nie, to nie ja....To nie ja!. To.... pożądanie!..
Chwile pozostaję bez ruchu, jeszcze zatopiona w moich myślach... uśmiecham się do nich...
"Miłości nie można odmierzyć
nawet na złotej wadze,
nie można obliczyć,
ile powinno się jej ofiarować
i jak dalece ją okazywać"(..)
/cytat:Phil Bosmans /
Moja podświadomość tez się uśmiecha!.. Spoglądam na zegarek.. już mogę założyć słuchawki — biorę głęboki oddech!.. i klikam na ikonę połączenia... Za moment w słuchawkach usłyszę męski, aksamitny głos..
To będzie miły wieczór..

Milena 775

foto-pixabay

sobota, 19 sierpnia 2017

Bajka..









Bajka o Czarodziejskim Przykopywaczu
"- Aaaaaaaaa! Ratunku! Ktoś mnie kopnął!
- Czego wrzeszczysz? Kto cię kopnął?
- Nie wiem! Nie widziałam! Ktoś się zakradł i kopnął mnie w tyłek!
- A co ty robiłaś w tym czasie?
- Jak to co? Byłam bardzo zajęta. Przeżywałam. Zdradę przeżywałam. Ukochany mnie zdradził z inną, świnia!
- A jak przeżywałaś?
- Bardzo. Na wszystkie sposoby. Płakałam, krzyczałam, tłukłam głową o ścianę, skarżyłam się koleżankom, leżałam w depresji, nawet chciałam się otruć.
- A teraz?
- Teraz jestem zła! Bo ktoś mi przeszkodził tym kopniakiem, zakłócił moje przeżywanie.
- Może sama jakoś tego kopiącego zachęciłaś? Wyglądasz tak, jakbyś czekała na kopniaka…
- Jak to?!!
- Jakoś tak żałośnie. Ramiona opadły, ręce ci się trzęsą, zgarbiona jesteś, włosy w nieładzie, wzrok zgaszony, buzia w ciup.
- Bo tak się czuję! Po tej zdradzie! Dlaczego mnie to spotkało?! Przecież mu gotowałam, prasowałam, po gazetę biegałam, kręciłam się wokół niego, a on! A teraz jeszcze ktoś mnie kopnął! Jak tak można piękną kobietę traktować?
- Twoim zdaniem - jesteś piękna??? A w lustrze się widziałaś?
- O rety!! Co za koszmar! Natychmiast do fryzjera, do kosmetyczki, muszę się umyć, przebrać, wyprostować!
- No, teraz to co innego, przyjemnie popatrzeć.
- Zapomniałam o sobie przez te przeżycia. Teraz już dobrze, odzyskałam swoje oblicze. Tak sobie myślą, a o co ja się właściwie zabijałam? Poszedł sobie do innej, no to jego strata, krzyżyk na drogę. A ja mam inne plany.
- Czyli Czarodziejski Kop poskutkował?
- Co? Jaki Kop???
- Czarodziejski. Kiedy człowiek zatrzymuje się w swoim rozwoju, zamiera, nie chce sam się do przodu przesuwać, wówczas Doktor Czas przepisuje Czarodziejskiego Kopa. Na przyspieszenie. Z Doktorem nie ma żartów, jak nie chcesz po dobroci, to dostaniesz kopa w tyłek, żebyś nie hamowała biegu czasu.
- To ja hamowałam?
- No pewnie! Siedziałaś, przeżywałaś, żadnego pożytku z ciebie dla świata. Ryczałabyś nad sobą i nad swoim losem, aż byś całe swoje życie wylała ze łzami. Kopa zarobiłaś i proszę, jak się żwawo ruszasz.
- Bo złość mnie wzięła i od razu energia się znalazła. Dobrze, że tylko raz mi przykopał…
- Nie, kochana, dopiero za drugim razem podziałało. Za pierwszym razem dostałaś kopa za pośrednictwem męża. Po prostu nie zrozumiałaś niczego, dalej mu nosiłaś kapcie do łóżka… A teraz to już drugiego kopa dostałaś.
- Zagadałam się z tobą! 
Lecę, bo znowu mnie jakiś Czarodziejski Kop dosięgnie! To ja już wolę dobrowolnie…"

Na motywach opowiadania I.Sieminoj. Tłumaczenie I.Z.

foto-net

piątek, 18 sierpnia 2017

Słoik....








Zimny poranek.....cisza oplata moje ciało, leniwie przeciągające się na łóżku. Lubie ten moment, gdy promyki słońca przeciskają się przez szpary w niedokładnie zsuniętych roletach i poruszają się prawie tanecznym ruchem po moim suficie i ścianach.
Chwile leżę bez ruchu, obserwując te drgania jaśniejszych plamek światła...
Niechętnie wystawiam nogi spod cieplej kołdry.... wolno siadam na brzegu wysokiego łóżka. 
Nowy dzień... pełen optymistycznego stwierdzenia „jak dobrze jest żyć”... Chwila zamyślenia nad planem.. i do działania!
Chłodny prysznic sprawia, że spływają ze mnie resztki snów i nocnych marzeń... widzę przez moment, jak wirują razem z wodą i... znikają. To tylko drobiazgi... Jakaś niedokończona myśl... Sen przerwany dzwonkiem budzika, którego nie pamiętam...Ziewniecie przerwane uśmiechem...
Czasem coś dokucza, czasem coś boli, ale przecież jest kolejny świt... Takich jeszcze wiele, oczekiwanych z optymizmem i dużą nadzieją.
W pokoju dziennym, na środku stolika mam duży szklany słój, ze szklaną przykrywką.... zupełnie przezroczysty....
Zbieram w nim od dawna różne "rzeczy".... poranne uśmiechy.... chwile zapomnienia....zamyślenia..
Kołatanie serca, gdy słyszałam Jego głos... śmiech.... Jest tu tez barwa Jego głosu...ta szczególnie sympatyczna, zapamiętana na zawsze! Czasem wpadają tu przez przypadek drobne smuteczki... patrząc uważnie, dopatrzyłam się tez deczko łez... Oczywiście jest tęsknota i dość spora kulka niepewności...Marzeń jest pewnie najwięcej – mienia się kolorowo i sprawiają, że słój szybko się zapełnia.
Gdybym dobrze popatrzyła pod światło, znalazłabym wiele innych spraw... może moje uczucia, ale te zakopały się głęboko na dnie, czekają na ocieplenie.. „klimatu”...
Otwieram przykrywkę i dorzucam spora garść nadziei.... Jak pięknie zazieleniło się w słoju! Zieleń pulsuje i zmienia odcienie, płynąc wśród zgromadzonych tu sentymentów! Lubie patrzeć na zawartość mojego słoja...
Gdy będzie pełny delikatnie wysypie zawartość na stół i wolno ściskając wszystko razem, uformuje dużą kulę, mieniącą się spokojem, zaufaniem, przyjaźnią, zrozumieniem, akceptacja i czułością....
A potem otworze wielki drewniany kufer i delikatnie włożę kule do środka. Tam w środku jest wiele takich tętniących kul.... Spokojnie zamknę kufer i z cichym westchnieniem popatrzę na złotą plakietkę z napisem..... „cierpliwość”!



Milena 775

foto-net

Wielkie "M"...








Otwieram
zaciśniętą dłoń
linie tworzą
wielkie "M"
miał być
ogrom
szczęścia
zdrowia
miłości
A życie
przekornie
wciąż
kruszy się
jak suchy liść
na drobiny
rozpaczy
strachu
bólu
Niepewność
istnienia
pomimo
uśmiechu
przeznaczenia..

Milena 775





foto-net

środa, 16 sierpnia 2017

Zmysły....








W parku, gdzie słonko bawiło się w chowanego z wiatrem wśród zielonych listków, umówiło się Szaleństwo ze Znudzeniem, by podyskutować o..Miłości!..
Znudzenie siedziało na ławeczce i ziewało przeraźliwie, czekając, na spóźniające się Szaleństwo..Spoglądało na poruszające się zielone listki i nawet nie pomyślało, że to wiatr ze słonkiem bawią się w chowanego, to było po prostu zupełnie nudne dla Niego..Nagle ktoś wskoczył na ławeczkę z dzikim krzykiem – hej!! 
Nawet to nie poruszyło Znudzenia — spojrzało jednym okiem na Szaleństwo, (bo to ono skakało po ławce!)..i pokręciło ze znudzeniem głową:
-Czy ty musisz ciągle szaleć?..- zapytało.
-Muszę, nie muszę, lubię, gdy się coś dzieje!" - odpowiedziało Szaleństwo, kręciło się i wierciło na ławeczce, ale Znudzenie było tylko znudzone długim czekaniem na rozmowę.
- Wiesz, jak to jest z tą Miłością? - zapytało Szaleństwo, machając nogami.. i pochylając się w stronę przyjaciela. 
Znudzenie otworzyło szerzej swoje ślepka i ziewnęło szeroko - Miłość jest nudna — wymamrotało w trakcie ziewania..
Szaleństwo aż podskoczyło ze zdziwienia! 
-Co ty opowiadasz? Miłość jest wspaniała i musi być szalona, a nie nudna!..Wiesz, jak wspaniale jest szaleńczo kochać druga osobę? całować, pieścić i pożądać namiętnie"- wykrzykiwało głośno. Chodzić na długie spacery... Kupować prezenty... 
Znudzenie tylko poruszało przecząco głową. 
- "co ty opowiadasz”- (przedrzeźniało).. to ciągle patrzenie sobie w oczka i trzymanie za raczki jest nudne, tak samo nudne, jak to ciągle mówienie o Miłości"- i ziewnęło głośno.. 
-Chyba nigdy nie kochałeś? - zapytało Szaleństwo -"bo ja kocham zawsze szaleńczo, namiętnie i bardzo gorąco!" - śmiało się i machało raczkami – chcesz? Opowiem ci, jak się szaleńczo kocha.. Znudzenie popatrzyło niechętnie na podekscytowane Szaleństwo i zanim zaprotestowało — Ono już mówiło o zapatrzeniu w te drugie oczy i o tym, że to początek rosnącego podniecenia, bo zaraz po patrzeniu w oczy chce się całować, przytulać i spełnić całkowicie i do końca swoje pożądanie! że to całkowicie wspaniale, gdy można z ukochaną osobą pojechać gdzieś w nieznane, zadziwić czymś. Uciec od codzienności w piękne krajobrazy, by tam pokazać ukochanej, jak się kocha i pragnie!.. że na łonie natury jest bardziej dziko i nikt nie przeszkadza kochać się...a nocą patrzeć w gwiazdy... Napisać wiersz,albo wykonać coś oryginalnego własnoręcznie.. albo trzeba mieć wspólną pasję.. 
Znudzenie głośnym ziewnięciem wybiło Szaleństwo z rytmu opowiadania i zanim ono zaczęło dalej swoja opowieść — wysapało, że takie bycie tylko we dwoje szybko się nudzi, a jeszcze gdy "ukochana" opowiada o ulubionym serialu ( którego ty nie znosisz), albo pisze sms-y do przyjaciółki ( a może przyjaciela?)... i ma skwaszoną minę, bo zapomniała "worka mazideł" i jest bez "retuszu", co psuje jej humor i nie ma ochoty na swawolne igraszki we dwoje..(a ty wolałbyś właśnie to, niż jej paplaninę)..Ty jej proponujesz naturę, a ona wolałaby otwartą niedawno kawiarnie...Albo wycieczkę do Tadż Mahal ...Może nowe szpilki?
Szaleństwo zaśmiało się głośno i krzyczało, że Znudzenie nie potrafi kochać, bo Miłość nie może być nudna tylko właśnie szalona i piękna!i jak w miłości nie ma przynajmniej odrobiny szaleństwa to, to nie ma uczucia, tylko nudny związek! - krzyczało...
Znudzenie tym razem z zadowoleniem przyznało racje, ze większość par nie łączy szaleńcza Miłość, tylko właśnie te "nudne związki”- z różnych powodów!, 
Ludzie ze sobą nie rozmawiają, bo nie mają o czym..Wymieniają informacje dotyczące opłat i zakupów, czasem zdrowia. To nie są rozmowy. Żyją obok siebie, a nie ze sobą..
Szaleństwo poderwało się z ławeczki i śmiało się głośno, krzyczało, że właśnie o tym mówi, że ludziom jest potrzebna miłość z odrobiną, chociaż szaleństwa..a jeszcze lepiej, gdy tego szaleństwa jest więcej..
Jeśli tego nie ma, to ludzie są niezadowoleni i znudzeni w swoich związkach!
Szaleństwo szalało z radości, że to ono ma racje!
Tańczyło swój dziwny taniec, wokół ławki!
Słuchając rozmowy Szaleństwa ze Znudzeniem, wiaterek przestał się bawić w chowanego ze słonkiem.. Zamyślił się... i zielone listki znieruchomiały całkowicie..A słonko?.. pewnie ukryło się za chmurką...



Milena 775


foto-net


niedziela, 6 sierpnia 2017

Opamiętanie...









Pogoda zaprasza na spacer do lasu... do parku.... na łąkę..
Słońce gra w berka z wiaterkiem wśród gałęzi drzew zadumanych nad przemijaniem... Tak mało ludzi patrzy teraz na drzewa z miłością dziękując za ich istnienie, teraz ludzie widza w drzewach tylko materiał do przerobu.. A drzewa szumią prosząc o opamiętanie i ratunek.. A ludzie?... pozostają głusi na sygnały natury..
"Dopiero gdy zostanie ścięte ostatnie drzewo, ostatnia rzeka zatruta, a ostatnia ryba złapana, człowiek odkryje, że nie naje się pieniędzmi." -
z wypowiedzi Indian, w których zawarta jest cała filozofia dalekich plemion, rozumiejących, że głównymi wartościami na ziemi na zawsze pozostaną natura i życie...
Kiedy przyjdzie opamiętanie?...
Milena 775

fot-net/Art.Lars van de Goor

sobota, 5 sierpnia 2017

Pocałunek....








„Z ostatnim pocałunkiem jest dokładnie tak jak z piciem strzemiennego, którego po raz ostatni wypija się tyle razy, że już nim samym można się upić. Najpierw pożegnały się ze mną jej wargi, a potem szyja i miejsce za uchem, w końcu pożegnał się dekolt i już miała odchodzić, gdy nagle jej usta oznajmiły, że już nie pamiętają smaku, więc zaczęliśmy się żegnać od nowa, chociaż taksówkarz trąbił zniecierpliwiony. Ostatni pocałunek ma ze wszystkich najgorzej, zostawia po sobie niespokojne miejsce, zimne i nagle opuszczone jak dom, z którego w pośpiechu ktoś się wyprowadził.”

Piotr Adamczyk „Dom tęsknot” 




foto-lena sotskova.art.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Czasem...










Czasem
uciekam w cisze
w samotność
w wiersze o tobie
Zapominam
o chorobie
o wszystkim
co boli
Tańczę
w myślach
namiętne
tango z tobą
Świat
wiruje nagle
razem z nami
w tańcu
Widze
usta twoje
szepczące cicho
je t'aime
Czasem
uciekam w siebie
na spotkanie
tylko z tobą..


Milena 775


foto- net

środa, 2 sierpnia 2017

Początek....







Za moją piątą myślą
spotkałam 
twoje oczy
za twoim
trzecim uśmiechem
twoja dłoń
spotkała moją
niby nic
a to był początek
wspólnych
rozmów
marzeń
przyjaźni...


Milena 775


foto-net

wtorek, 1 sierpnia 2017

Morze.....








Dzień wstawał ze snu.. słońce dłuższą już chwile marudziło za horyzontem i tylko mały skrawek tarczy był widoczny z szaro-niebieskiego królestwa Neptuna. Cisza przerywana szumem fal uporczywie liżących mokry piasek plaży..
Miska stała zapatrzona w dal, to był ten moment, który celebrowała każdego dnia pobytu tu wlasnie. Uwielbiała ten moment, gdy słońce wolniutko wyłaniało się, z morskiej kąpiel, by po chwili posłać pierwsze promyki całujące dzień na powitanie. Kompletnie zauroczona tym wspaniałym aktem natury, wobec którego czuła się taką drobinką, że prawie wstrzymywała oddech, by nie przeszkadzać. Każdego dnia wzbudzało to w niej rodzaj zachwytu, który owocował licznymi opowiadaniami i wierszami.. Kochała morze.. kochała pustawe plaże i kochała naturę,,
Ruszyła wolnym krokiem wzdłuż brzegu, czuła jak fale łaskoczą jej stopy, woda była zimna, ale to nie przeszkadzało w spacerze. Leciutki wiaterek rozwiewał jej włosy. Oddychała głęboko powietrzem pachnącym słoną woda?.. jodem?.. świeżością poranka?
Doszła do miejsca, gdzie każdego dnia robiła przerwę w spacerach, siadła na dużym pniu, tuż pod wydmą i wyjęła z torby przewieszonej przez ramie duży notes i ołówek.. Przymknęła oczy... Wyobraźnia włączyła się natychmiast:
"Dzień wstawał słoneczny, ale nie upalny... przeciągnął się — prostując dokładnie każdą godzinę i postanowił odświeżyć się w morzu. Kołysząc falami, rozhuśtał masy wody i rozbudził kompletnie mewy, które głośnym krzykiem nad tańczącymi falami wykrzykiwały swoja radość! Rozbawione fale prześcigały się w tym, która z nich zmoczy, większy kawałek plaży, zaznaczając pianą ślad i natychmiast odpływały rozhuśtać się bardziej, by ponownie ruszyć w stronę plaży" - słowa spływały na kartki notesu, tworząc historie dnia.
Miska spędzała tu dużo czasu ... wcześnie rano (zanim plażę brał w posiadanie rozkrzyczany tłum plażowiczów) i wieczorem, gdy słonce zmęczone całodzienną wędrówką brało wieczorna kąpiel i szlo odpocząć.
Tylko wtedy ono było inspiracja jej wierszy i opowiadań z pogranicza fantazji i marzeń.. Żałowała bardzo, że nie może przeprowadzić się bliżej wybrzeża i że tylko 3 tygodnie urlopu może poświecić swojej miłości - morzu..

Milena 775

foto-net

poniedziałek, 31 lipca 2017

Kolory życia...







Z wodospadu
wspomnień
spadają w dól 
głośnym szumem
czerwień miłości
błękit spokoju
fiolet choroby
czerń rozpaczy
i mieniąca się
różnymi odcieniami
zieleń nadziei
Kolory mojego życia...


Milena 775



foto-net



sobota, 29 lipca 2017

Uroki życia...







"Człowiek docenia uroki codziennego życia, 
kiedy budzi się z koszmarnego snu, 
albo kiedy po raz pierwszy wstaje z łóżka po chorobie. 
Dlaczego nie uświadomić sobie tego teraz?" 

William Lyon Phelps



foto-net



czwartek, 27 lipca 2017

Myśli..









Taki zwyczajny dzień. Patrze od kilku chwil w okno, za którym świeci słonko. Świeci delikatnie, nie powodując upału! Dla mnie to radość życia, bo po przebytej terapii bardzo źle znoszę upały! Trudno to nawet opisać! Mój organizm"strajkuje"gdy temperatura przekracza 25°C!.. pominę szczegóły, ale jest to bardzo nieprzyjemne! Rok temu życie sprawiło mi.. niespodziankę(!) pod tytułem "horror w biały dzień". Myślę, że nikt nie jest gotowy na takie "nowiny"! Jeszcze miałam w pamięci szczegóły walki z chorobą mojego męża, jeszcze nie uspokoiłam mojego serca i mojej duszy po przegranej walce, gdy nagle mój mąż przeszedł na druga stronę światła.. A nagle zaczynała się ponowna walka! Tym razem moja własna.. osobista! Przerażenie to zbyt mało powiedziane!... mam syna, który jeszcze nie jest gotowy, by zostać sam na świecie. Jest studentem.. Rodziny już nie ma. Mój umysł był w stanie całkowitej paniki! Z każdej szpary wysuwały się paskudne macki strachu, które oblepiały mnie ciągle, nie mogłam się od nich uwolnić... Na plecach czułam „ciężar” wielkich oczu strachu. Śledziły mnie wszędzie. Wiem, że te słowa czytane z ekranu monitora są płaskie i sucho oddają fakty — nie da się tego dokładniej opowiedzieć! Oczywiście można dorzucić kilka określeń zawierających przymiotniki, by było to bardziej wyraziste... ale wiem doskonale, że to zrozumie dokładnie tylko ta osoba, która przeszła przez cały cykl terapii.. To nie jest ani proste, ani łatwe.. Ciało poddawane było różnym działaniom całej ekipy medycznej (gdy słyszałam - „proszę się rozluźnić” - czułam natychmiast, jak każdy mięsień napina się jak struna.. to był jakiś rodzaj buntu ciała?). W moim wnętrzu dusza była tak obolała od przerażonych myśli i od informacji, że miałam wrażenie, że za moment eksploduje i bardzo starałam się myśleć pozytywnie, ale to było tak samo trudne, jak w czasie rozszalałej burzy zobaczyć słońce! Podświadomość tworzyła horrory, które nie dały się wyciszyć, bo każdy wyciszony horror rozmnażał się natychmiast (chyba przez paczkowanie (!) i natychmiast miałam „karuzele” kolejnych horrorów. Kiedy badania kontrolne są pozytywne, nagle zauważyłam, że mogę oddychać głębiej. Nie potrafię jednak być całkowicie szczęśliwa, bo tyle naczytałam się o przerzutach i innych powikłaniach, że każdy nerwoból czy skurcz powoduje natychmiast stres. A przecież jestem optymistką! Zawsze byłam! Ludzie niechętnie o tym rozmawiają, (tak jakby poprzez rozmowę można-by się „zarazić”?) A może to tylko strach? Wiec czasem rozmawiam z osobami, które są w podobnej sytuacji – wiedzą, o czym mowie! Nie muszę tłumaczyć, co odczuwam... bo to nie jest łatwe. Wiem, że ludzie potrafią się bardzo zmobilizować w określonej sytuacji! Jestem nieustająco wdzięczna tym osobom! Otrzymałam tyle wsparcia od przyjaciół (tych realnych i tych wirtualnych) i było mi to bardzo potrzebne, bo nie chciałam się czuć tak przeraźliwie sama w tamtym czasie. Nie chciałam i nie mogłam obciążać moim przerażeniem mojego syna. Dla niego i tak to był bardzo trudny okres! On ma tylko mnie, więc jego strach był pewnie równie wielki, jak mój! Taki spokojny słoneczny dzień, a mnie dopadły kosmate, smętne myśli! Dlaczego o tym pisze? Bo to tez życie! Wokoło otaczają nas ludzie, których choroba wpycha w spirale strachu i samotność w chorobie. Wiele osób nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, że nie jest to proste, aż do dnia, gdy nagle niechciana choroba „puka do drzwi”. Zasłuchałam się przez moment w śpiew ptaka siedzącego na barierce... Już po tych myślach... upchałam te smętne myśli w dolnej szufladzie komody i obiecuje do nich nie zaglądać...Czasem trzeba po prostu wyrzucić to z siebie... Za oknem nadal świeci słońce, jutro ma być równie słonecznie (bez upału).. Uśmiecham się do mojego odbicia w lustrze...


Milena 775





foto-net