niedziela, 17 września 2017

Wolno...







Wolno
wolniutko
otwierasz kolejno
zaciśnięte stresem
drobne palce
mojej dłoni
Cicho
cichutko
tłumaczysz sens
małych gestów
w poszukiwaniu
szczescia
Lekko
leciutko
muskasz ustami
wnętrze dłoni
już otwartej
i wciąż drżącej..
Wolno
wolniutko
otwieram oczy
ciągle zaspane
wracam niechętnie
z krainy snów...

Milena 775

foto-net

niedziela, 27 sierpnia 2017

Poezja..








Poezja - 
słowo wielkie
to nie dla mnie
zbyt ważne
dalekie
moje zwyczajne
wiersze
nie-wiersze
z duszy płynące
prawdziwe
szczere
i proste
szeleszczą cicho
na dnie szuflady
bez ważnych reguł
liczonych sylab
i rymów
czasem ukradkiem
wylecą z ukrycia
by je dotknęła
proza życia...



Milena 775

foto-net

piątek, 25 sierpnia 2017

Przepowiednia..





Wspomnienia zostają w nas na zawsze, nikt nie może nam ich odebrać... 
Mieszkałam z moją Mamą, mój ukochany Tato odszedł nagle na druga stronę światła, gdy miałam zaledwie 9 lat. To było trudne dzieciństwo. 
Było, bo w tym czasie — miałam 16 lat, byłam bardzo nieśmiałą nastolatką, która bardzo niechętnie wyruszała gdziekolwiek poza miasto sama. Uczyłam się w liceum i byłam dziewczyną pełną pasji – prowadziłam drużynę harcerską, tańczyłam w klubie tańca towarzyskiego, chodziłam na kurs języka francuskiego, śpiewałam w chórze i byłam aktywną czytelniczką w klubie dobrej książki.. Totalnie zajęta, co bardzo mnie cieszyło, bo lubiłam moje aktywności! Mogłabym jeszcze wymienić inne pasje, ale zatrzymam się na tym. Moja przyjaciółka wówczas była bardzo zauroczona (zakochana, bo przecież o miłości „najwięcej się wie”, mając 16 lat) Francuzem, miał na imię Philippe i przyjeżdżał z bratem do jej sąsiadów na wakacje... To było takie "duże wydarzenie" w naszej podwórkowej społeczności! W tamtych czasach niezbyt często ktoś z zagranicy bywał w naszej okolicy! Moja koleżanka zachwycona tym chłopakiem (z wzajemnością) zaczęła snuć plany wyjazdu na wakacje do Francji...Stalo się to jej obsesją! Mieszkałyśmy w niewielkim miasteczku na południu Kraju, gdzie o Paryżu było wiadomo, że jest stolicą Francji, która znajduje się na zachodnim krańcu Europy. Znajomość mojej przyjaciółki rozwijała się dobrze, ale ona była niecierpliwa i chciała poznać już- natychmiast … przyszłość! Kilka kilometrów od naszego miasteczka na wsi mieszkał taki "specjalny"człowiek – jasnowidz Filipek...
Widział i słyszał to, czego inni nie widzieli i nie słyszeli – przyszłość(!)...
Przyjeżdżali do niego ludzie z całego Kraju...nie przepowiadał, gdy była brzydka pogoda...
Albo, gdy nie miał humoru... 
Moja przyjaciółka koniecznie chciała do niego pojechać, ale nie sama. To był ten czas, gdy całe życie było przed nami...marzenia były jak zaczarowane motyle.. A jasnowidz mógł je przybliżyć...
Po licznych prośbach — uległam! Wybrałyśmy ładny, słoneczny dzień...Pojechałyśmy lekko przestraszone, bo opowieści krążyło dużo, o tym, że on wszystko „widzi” nawet wówczas, gdy jeszcze się do niego nie dojechało. Bardzo głośna była jedna z nich, o matce z dorosłą córką, które przyjechały do niego, miały ze sobą dwa kosze jaj jako zapłatę (to było częste, że ludzie płacili produktami). Idąc do niego, uznały, że dwa kosze jaj to za dużo, więc jeden schowały pod mostem! On je przyjął, a na zakończenie powiedział, że te jajka, które schowały pod mostem, właśnie im ukradziono! Ponoć kobiety uciekały w popłochu, bojąc się jego zemsty. 
Bez trudu znalazłyśmy stary dom, w którym mieszkał razem ze swoją siostrą...Drzwi otworzyła nam kobieta, ubrana po wiejsku i nic nie pytając, kazała nam iść..za stodołę! Tam na malej łączce porośniętej trawa i koniczyna siedział on — Filipek. Popatrzył na nas i kiwnął ręką, podeszłyśmy i usiadłyśmy naprzeciw niego.
Popatrzyłam na niego... niczym się nie wyróżniał od ludzi ze wsi. Ubrany po wiejsku, w przyniszczonym ubraniu, zniszczone dłonie...siwawe potargane włosy... tylko oczy miał... młode! Bardzo specyficzne, przedziwnie błękitne...Gdy patrzył, miało się wrażenie, że prześwietla osobę na wylot!..To było takie niecodzienne.
Koleżanka dała zdjęcie chłopaka do obejrzenia...zerknął, bez większego zainteresowania i popatrzył na mnie.. Starałam się o niczym nie myśleć, bo mówiono, że on czyta w myślach! Odwróciłam głowę...to przecież nie ja chciałam się czegoś dowiedzieć! Ona chciała wiedzieć, czy wyjedzie do Francji i czy ta znajomość przetrwa?..Filipek chwile patrzył na pole poza nami i powiedział, że ona nigdy do Francji nie pojedzie, znajomość szybko się skończy... a jej życie będzie w Kraju, w dużym mieście! Koleżanka była bardzo zawiedziona, widziałam, że chciało jej się płakać.. A Filipek uparcie patrzył na mnie... zapytał, czy ja nie chce wiedzieć, co będzie później?.. Pokręciłam głową przecząco. W gardle czułam dziwna suchość... Wówczas on powiedział, że to ja wyjadę do Francji...wiele razy...i pewnego dnia zostanę tam!...że czeka mnie w moim życiu duzo łez i duzo radości i to się będzie przeplatać.... Patrzyłam zdumiona na niego i myślałam, że to, co on mówi, nie może być prawda, bo jakim cudem niby miałabym pojechać do Francji??.. To było niemożliwe ! 
Rok później odezwał się do nas kuzyn... z Francji (!)... Nieoczekiwanie, bo przez ponad 20 lat nie dawał znaku życia.. Dwa lata później pojechałam na wakacje do Paryża (!)...to był mój pierwszy wyjazd...Nagle sama pojechałam na drugi koniec Europy.. Już to było wielką przygodą, dla nastolatki, która nigdy nigdzie sama nie podróżowała. Wspomnienia, które do dzisiaj grzeją moje serce!.. Był taki moment, gdy zastanawiałam się, czy kuzyn odezwałby się do nas, gdybym nie była u Filipka? A jeśli ta wizyta „odblokowała” jakiś kanał w podświadomości kuzyna?... To była fascynująca hipoteza.
Pierwszym obiektem, który chciałam zobaczyć w Paryżu - była oczywiście „Żelazna Dama”- Tour Eiffel... „Zakochałam się” w niej natychmiast, byłam całkowicie oczarowana tą konstrukcją i jej majestatem!.. Dotykałam śrub i elementów wieży, wchodząc po schodach na pierwsze piętro. Z niekłamanym zachwytem przyglądałam się, jak windy jadą w gore i zjeżdżają w dół. Dwa pietra wyżej – pojechałam już windą i z coraz większym zachwytem – o ile było to, w ogolę możliwe - podziwiałam z zapartym tchem panoramę Paryża. Wydawało mi się, że śnię i nie chciałam się obudzić! To były wakacje mojego życia!
Mój pierwszy pobyt trwał 5 tygodni i w tym czasie odwiedziłam wieże Eiffla 10 razy! Rodzina już nie chciała wjeżdżać ze mną na gore, śmiali się, że wjechałam na gore więcej razy niż oni, mieszkający tam od lat… a ja wiedziałam już wtedy, że zrobię wszystko, żeby wrócić...I wracałam! 
Ale to już zupełnie inna opowieść...
Po latach stawiając moje walizki – tym razem, już na zawsze – pomyślałam o Filipku i uśmiechnęłam się w myślach do niego, bo przecież wtedy przed wielu laty nie uwierzyłam w to, co usłyszałam, a jednak to on miał racje...Wypada oczywiście dodać, że przepowiednia dla mojej przyjaciółki tez się spełniła - Francuz szybko zniknął z jej życia, a ona cale dorosłe życie mieszka w dużym mieście...gdy się widzimy, mówi : "ale tego Paryża to ci zazdroszczę"...



Milena 775
foto-net

wtorek, 22 sierpnia 2017

Wieczorem...









Granatowo-różowe chmury przetaczają się po ciemniejącym niebie. Co za widowisko! Ciekawe co zapowiadają?..Burza z silnym wiatrem? Nie lubię, gdy zbyt mocno wieje w trakcie burzy..Patrze na to widowisko za oknem i czekam na odpowiedni moment, by założyć słuchawki i kliknąć ikonę połączenia..
To taki przyjemny moment, gdy w słuchawkach słyszę głos — męski, ale taki prawie aksamitny.. Zawsze wywołuje w moim wnętrzu istne poruszenie ...przyjemne uczucie!.
Czekam i pozwalam wyobraźni na chwile swobodnego "żeglowania".. daleko..

"Nagle zza szafy wylania się ..Ona!..
Portfelowa, seksowna sukienka z dekoltem, w kolorze mocnej czerwieni — opływa sylwetkę. Czarne szpilki. Mgiełka pończoszek na nogach..
Podchodzi do mężczyzny ..On siedzi na krześle — głaszcze delikatnie jego włosy.
Nachyla się i całuje długo — zostawiając ślad bordowej szminki na jego wargach!
Unosi leciutko sukienkę do góry i widać ażurowe zaskoczenie pończoszek. Siada na kolanach, przodem do niego... Patrzy w jego oczy. Uśmiecha się jednoznacznie . Sukienka unosi się lekko na udach. Przysuwa się bliżej.. Bliżej.. Dotyka sobą jego ciała..Ten moment — gdy wszystko zamiera w oczekiwaniu następnego gestu.. W wycięciu dekoltu widać odrobinę czarnej koronkowej bielizny.. Słychać przyspieszone oddechy.. Ona obejmuje go za szyje i znowu całuje.. Jego dłonie na jej plecach poruszają się nieśmiało.. Przedmioty wokoło tracą ostrość konturów..
Nagle ona odchyla lekko głowę i patrzy do tylu.. Uśmiecha się i puszcza oczko!"...
Nie, to nie ja....To nie ja!. To.... pożądanie!..
Chwile pozostaję bez ruchu, jeszcze zatopiona w moich myślach... uśmiecham się do nich...
"Miłości nie można odmierzyć
nawet na złotej wadze,
nie można obliczyć,
ile powinno się jej ofiarować
i jak dalece ją okazywać"(..)
/cytat:Phil Bosmans /
Moja podświadomość tez się uśmiecha!.. Spoglądam na zegarek.. już mogę założyć słuchawki — biorę głęboki oddech!.. i klikam na ikonę połączenia... Za moment w słuchawkach usłyszę męski, aksamitny głos..
To będzie miły wieczór..

Milena 775

foto-pixabay

sobota, 19 sierpnia 2017

Bajka..









Bajka o Czarodziejskim Przykopywaczu
"- Aaaaaaaaa! Ratunku! Ktoś mnie kopnął!
- Czego wrzeszczysz? Kto cię kopnął?
- Nie wiem! Nie widziałam! Ktoś się zakradł i kopnął mnie w tyłek!
- A co ty robiłaś w tym czasie?
- Jak to co? Byłam bardzo zajęta. Przeżywałam. Zdradę przeżywałam. Ukochany mnie zdradził z inną, świnia!
- A jak przeżywałaś?
- Bardzo. Na wszystkie sposoby. Płakałam, krzyczałam, tłukłam głową o ścianę, skarżyłam się koleżankom, leżałam w depresji, nawet chciałam się otruć.
- A teraz?
- Teraz jestem zła! Bo ktoś mi przeszkodził tym kopniakiem, zakłócił moje przeżywanie.
- Może sama jakoś tego kopiącego zachęciłaś? Wyglądasz tak, jakbyś czekała na kopniaka…
- Jak to?!!
- Jakoś tak żałośnie. Ramiona opadły, ręce ci się trzęsą, zgarbiona jesteś, włosy w nieładzie, wzrok zgaszony, buzia w ciup.
- Bo tak się czuję! Po tej zdradzie! Dlaczego mnie to spotkało?! Przecież mu gotowałam, prasowałam, po gazetę biegałam, kręciłam się wokół niego, a on! A teraz jeszcze ktoś mnie kopnął! Jak tak można piękną kobietę traktować?
- Twoim zdaniem - jesteś piękna??? A w lustrze się widziałaś?
- O rety!! Co za koszmar! Natychmiast do fryzjera, do kosmetyczki, muszę się umyć, przebrać, wyprostować!
- No, teraz to co innego, przyjemnie popatrzeć.
- Zapomniałam o sobie przez te przeżycia. Teraz już dobrze, odzyskałam swoje oblicze. Tak sobie myślą, a o co ja się właściwie zabijałam? Poszedł sobie do innej, no to jego strata, krzyżyk na drogę. A ja mam inne plany.
- Czyli Czarodziejski Kop poskutkował?
- Co? Jaki Kop???
- Czarodziejski. Kiedy człowiek zatrzymuje się w swoim rozwoju, zamiera, nie chce sam się do przodu przesuwać, wówczas Doktor Czas przepisuje Czarodziejskiego Kopa. Na przyspieszenie. Z Doktorem nie ma żartów, jak nie chcesz po dobroci, to dostaniesz kopa w tyłek, żebyś nie hamowała biegu czasu.
- To ja hamowałam?
- No pewnie! Siedziałaś, przeżywałaś, żadnego pożytku z ciebie dla świata. Ryczałabyś nad sobą i nad swoim losem, aż byś całe swoje życie wylała ze łzami. Kopa zarobiłaś i proszę, jak się żwawo ruszasz.
- Bo złość mnie wzięła i od razu energia się znalazła. Dobrze, że tylko raz mi przykopał…
- Nie, kochana, dopiero za drugim razem podziałało. Za pierwszym razem dostałaś kopa za pośrednictwem męża. Po prostu nie zrozumiałaś niczego, dalej mu nosiłaś kapcie do łóżka… A teraz to już drugiego kopa dostałaś.
- Zagadałam się z tobą! 
Lecę, bo znowu mnie jakiś Czarodziejski Kop dosięgnie! To ja już wolę dobrowolnie…"

Na motywach opowiadania I.Sieminoj. Tłumaczenie I.Z.

foto-net

piątek, 18 sierpnia 2017

Słoik....








Zimny poranek.....cisza oplata moje ciało, leniwie przeciągające się na łóżku. Lubie ten moment, gdy promyki słońca przeciskają się przez szpary w niedokładnie zsuniętych roletach i poruszają się prawie tanecznym ruchem po moim suficie i ścianach.
Chwile leżę bez ruchu, obserwując te drgania jaśniejszych plamek światła...
Niechętnie wystawiam nogi spod cieplej kołdry.... wolno siadam na brzegu wysokiego łóżka. 
Nowy dzień... pełen optymistycznego stwierdzenia „jak dobrze jest żyć”... Chwila zamyślenia nad planem.. i do działania!
Chłodny prysznic sprawia, że spływają ze mnie resztki snów i nocnych marzeń... widzę przez moment, jak wirują razem z wodą i... znikają. To tylko drobiazgi... Jakaś niedokończona myśl... Sen przerwany dzwonkiem budzika, którego nie pamiętam...Ziewniecie przerwane uśmiechem...
Czasem coś dokucza, czasem coś boli, ale przecież jest kolejny świt... Takich jeszcze wiele, oczekiwanych z optymizmem i dużą nadzieją.
W pokoju dziennym, na środku stolika mam duży szklany słój, ze szklaną przykrywką.... zupełnie przezroczysty....
Zbieram w nim od dawna różne "rzeczy".... poranne uśmiechy.... chwile zapomnienia....zamyślenia..
Kołatanie serca, gdy słyszałam Jego głos... śmiech.... Jest tu tez barwa Jego głosu...ta szczególnie sympatyczna, zapamiętana na zawsze! Czasem wpadają tu przez przypadek drobne smuteczki... patrząc uważnie, dopatrzyłam się tez deczko łez... Oczywiście jest tęsknota i dość spora kulka niepewności...Marzeń jest pewnie najwięcej – mienia się kolorowo i sprawiają, że słój szybko się zapełnia.
Gdybym dobrze popatrzyła pod światło, znalazłabym wiele innych spraw... może moje uczucia, ale te zakopały się głęboko na dnie, czekają na ocieplenie.. „klimatu”...
Otwieram przykrywkę i dorzucam spora garść nadziei.... Jak pięknie zazieleniło się w słoju! Zieleń pulsuje i zmienia odcienie, płynąc wśród zgromadzonych tu sentymentów! Lubie patrzeć na zawartość mojego słoja...
Gdy będzie pełny delikatnie wysypie zawartość na stół i wolno ściskając wszystko razem, uformuje dużą kulę, mieniącą się spokojem, zaufaniem, przyjaźnią, zrozumieniem, akceptacja i czułością....
A potem otworze wielki drewniany kufer i delikatnie włożę kule do środka. Tam w środku jest wiele takich tętniących kul.... Spokojnie zamknę kufer i z cichym westchnieniem popatrzę na złotą plakietkę z napisem..... „cierpliwość”!



Milena 775

foto-net

Wielkie "M"...








Otwieram
zaciśniętą dłoń
linie tworzą
wielkie "M"
miał być
ogrom
szczęścia
zdrowia
miłości
A życie
przekornie
wciąż
kruszy się
jak suchy liść
na drobiny
rozpaczy
strachu
bólu
Niepewność
istnienia
pomimo
uśmiechu
przeznaczenia..

Milena 775





foto-net

środa, 16 sierpnia 2017

Zmysły....








W parku, gdzie słonko bawiło się w chowanego z wiatrem wśród zielonych listków, umówiło się Szaleństwo ze Znudzeniem, by podyskutować o..Miłości!..
Znudzenie siedziało na ławeczce i ziewało przeraźliwie, czekając, na spóźniające się Szaleństwo..Spoglądało na poruszające się zielone listki i nawet nie pomyślało, że to wiatr ze słonkiem bawią się w chowanego, to było po prostu zupełnie nudne dla Niego..Nagle ktoś wskoczył na ławeczkę z dzikim krzykiem – hej!! 
Nawet to nie poruszyło Znudzenia — spojrzało jednym okiem na Szaleństwo, (bo to ono skakało po ławce!)..i pokręciło ze znudzeniem głową:
-Czy ty musisz ciągle szaleć?..- zapytało.
-Muszę, nie muszę, lubię, gdy się coś dzieje!" - odpowiedziało Szaleństwo, kręciło się i wierciło na ławeczce, ale Znudzenie było tylko znudzone długim czekaniem na rozmowę.
- Wiesz, jak to jest z tą Miłością? - zapytało Szaleństwo, machając nogami.. i pochylając się w stronę przyjaciela. 
Znudzenie otworzyło szerzej swoje ślepka i ziewnęło szeroko - Miłość jest nudna — wymamrotało w trakcie ziewania..
Szaleństwo aż podskoczyło ze zdziwienia! 
-Co ty opowiadasz? Miłość jest wspaniała i musi być szalona, a nie nudna!..Wiesz, jak wspaniale jest szaleńczo kochać druga osobę? całować, pieścić i pożądać namiętnie"- wykrzykiwało głośno. Chodzić na długie spacery... Kupować prezenty... 
Znudzenie tylko poruszało przecząco głową. 
- "co ty opowiadasz”- (przedrzeźniało).. to ciągle patrzenie sobie w oczka i trzymanie za raczki jest nudne, tak samo nudne, jak to ciągle mówienie o Miłości"- i ziewnęło głośno.. 
-Chyba nigdy nie kochałeś? - zapytało Szaleństwo -"bo ja kocham zawsze szaleńczo, namiętnie i bardzo gorąco!" - śmiało się i machało raczkami – chcesz? Opowiem ci, jak się szaleńczo kocha.. Znudzenie popatrzyło niechętnie na podekscytowane Szaleństwo i zanim zaprotestowało — Ono już mówiło o zapatrzeniu w te drugie oczy i o tym, że to początek rosnącego podniecenia, bo zaraz po patrzeniu w oczy chce się całować, przytulać i spełnić całkowicie i do końca swoje pożądanie! że to całkowicie wspaniale, gdy można z ukochaną osobą pojechać gdzieś w nieznane, zadziwić czymś. Uciec od codzienności w piękne krajobrazy, by tam pokazać ukochanej, jak się kocha i pragnie!.. że na łonie natury jest bardziej dziko i nikt nie przeszkadza kochać się...a nocą patrzeć w gwiazdy... Napisać wiersz,albo wykonać coś oryginalnego własnoręcznie.. albo trzeba mieć wspólną pasję.. 
Znudzenie głośnym ziewnięciem wybiło Szaleństwo z rytmu opowiadania i zanim ono zaczęło dalej swoja opowieść — wysapało, że takie bycie tylko we dwoje szybko się nudzi, a jeszcze gdy "ukochana" opowiada o ulubionym serialu ( którego ty nie znosisz), albo pisze sms-y do przyjaciółki ( a może przyjaciela?)... i ma skwaszoną minę, bo zapomniała "worka mazideł" i jest bez "retuszu", co psuje jej humor i nie ma ochoty na swawolne igraszki we dwoje..(a ty wolałbyś właśnie to, niż jej paplaninę)..Ty jej proponujesz naturę, a ona wolałaby otwartą niedawno kawiarnie...Albo wycieczkę do Tadż Mahal ...Może nowe szpilki?
Szaleństwo zaśmiało się głośno i krzyczało, że Znudzenie nie potrafi kochać, bo Miłość nie może być nudna tylko właśnie szalona i piękna!i jak w miłości nie ma przynajmniej odrobiny szaleństwa to, to nie ma uczucia, tylko nudny związek! - krzyczało...
Znudzenie tym razem z zadowoleniem przyznało racje, ze większość par nie łączy szaleńcza Miłość, tylko właśnie te "nudne związki”- z różnych powodów!, 
Ludzie ze sobą nie rozmawiają, bo nie mają o czym..Wymieniają informacje dotyczące opłat i zakupów, czasem zdrowia. To nie są rozmowy. Żyją obok siebie, a nie ze sobą..
Szaleństwo poderwało się z ławeczki i śmiało się głośno, krzyczało, że właśnie o tym mówi, że ludziom jest potrzebna miłość z odrobiną, chociaż szaleństwa..a jeszcze lepiej, gdy tego szaleństwa jest więcej..
Jeśli tego nie ma, to ludzie są niezadowoleni i znudzeni w swoich związkach!
Szaleństwo szalało z radości, że to ono ma racje!
Tańczyło swój dziwny taniec, wokół ławki!
Słuchając rozmowy Szaleństwa ze Znudzeniem, wiaterek przestał się bawić w chowanego ze słonkiem.. Zamyślił się... i zielone listki znieruchomiały całkowicie..A słonko?.. pewnie ukryło się za chmurką...



Milena 775


foto-net


niedziela, 6 sierpnia 2017

Opamiętanie...









Pogoda zaprasza na spacer do lasu... do parku.... na łąkę..
Słońce gra w berka z wiaterkiem wśród gałęzi drzew zadumanych nad przemijaniem... Tak mało ludzi patrzy teraz na drzewa z miłością dziękując za ich istnienie, teraz ludzie widza w drzewach tylko materiał do przerobu.. A drzewa szumią prosząc o opamiętanie i ratunek.. A ludzie?... pozostają głusi na sygnały natury..
"Dopiero gdy zostanie ścięte ostatnie drzewo, ostatnia rzeka zatruta, a ostatnia ryba złapana, człowiek odkryje, że nie naje się pieniędzmi." -
z wypowiedzi Indian, w których zawarta jest cała filozofia dalekich plemion, rozumiejących, że głównymi wartościami na ziemi na zawsze pozostaną natura i życie...
Kiedy przyjdzie opamiętanie?...
Milena 775

fot-net/Art.Lars van de Goor

sobota, 5 sierpnia 2017

Pocałunek....








„Z ostatnim pocałunkiem jest dokładnie tak jak z piciem strzemiennego, którego po raz ostatni wypija się tyle razy, że już nim samym można się upić. Najpierw pożegnały się ze mną jej wargi, a potem szyja i miejsce za uchem, w końcu pożegnał się dekolt i już miała odchodzić, gdy nagle jej usta oznajmiły, że już nie pamiętają smaku, więc zaczęliśmy się żegnać od nowa, chociaż taksówkarz trąbił zniecierpliwiony. Ostatni pocałunek ma ze wszystkich najgorzej, zostawia po sobie niespokojne miejsce, zimne i nagle opuszczone jak dom, z którego w pośpiechu ktoś się wyprowadził.”

Piotr Adamczyk „Dom tęsknot” 




foto-lena sotskova.art.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Czasem...










Czasem
uciekam w cisze
w samotność
w wiersze o tobie
Zapominam
o chorobie
o wszystkim
co boli
Tańczę
w myślach
namiętne
tango z tobą
Świat
wiruje nagle
razem z nami
w tańcu
Widze
usta twoje
szepczące cicho
je t'aime
Czasem
uciekam w siebie
na spotkanie
tylko z tobą..


Milena 775


foto- net

środa, 2 sierpnia 2017

Początek....







Za moją piątą myślą
spotkałam 
twoje oczy
za twoim
trzecim uśmiechem
twoja dłoń
spotkała moją
niby nic
a to był początek
wspólnych
rozmów
marzeń
przyjaźni...


Milena 775


foto-net

wtorek, 1 sierpnia 2017

Morze.....








Dzień wstawał ze snu.. słońce dłuższą już chwile marudziło za horyzontem i tylko mały skrawek tarczy był widoczny z szaro-niebieskiego królestwa Neptuna. Cisza przerywana szumem fal uporczywie liżących mokry piasek plaży..
Miska stała zapatrzona w dal, to był ten moment, który celebrowała każdego dnia pobytu tu wlasnie. Uwielbiała ten moment, gdy słońce wolniutko wyłaniało się, z morskiej kąpiel, by po chwili posłać pierwsze promyki całujące dzień na powitanie. Kompletnie zauroczona tym wspaniałym aktem natury, wobec którego czuła się taką drobinką, że prawie wstrzymywała oddech, by nie przeszkadzać. Każdego dnia wzbudzało to w niej rodzaj zachwytu, który owocował licznymi opowiadaniami i wierszami.. Kochała morze.. kochała pustawe plaże i kochała naturę,,
Ruszyła wolnym krokiem wzdłuż brzegu, czuła jak fale łaskoczą jej stopy, woda była zimna, ale to nie przeszkadzało w spacerze. Leciutki wiaterek rozwiewał jej włosy. Oddychała głęboko powietrzem pachnącym słoną woda?.. jodem?.. świeżością poranka?
Doszła do miejsca, gdzie każdego dnia robiła przerwę w spacerach, siadła na dużym pniu, tuż pod wydmą i wyjęła z torby przewieszonej przez ramie duży notes i ołówek.. Przymknęła oczy... Wyobraźnia włączyła się natychmiast:
"Dzień wstawał słoneczny, ale nie upalny... przeciągnął się — prostując dokładnie każdą godzinę i postanowił odświeżyć się w morzu. Kołysząc falami, rozhuśtał masy wody i rozbudził kompletnie mewy, które głośnym krzykiem nad tańczącymi falami wykrzykiwały swoja radość! Rozbawione fale prześcigały się w tym, która z nich zmoczy, większy kawałek plaży, zaznaczając pianą ślad i natychmiast odpływały rozhuśtać się bardziej, by ponownie ruszyć w stronę plaży" - słowa spływały na kartki notesu, tworząc historie dnia.
Miska spędzała tu dużo czasu ... wcześnie rano (zanim plażę brał w posiadanie rozkrzyczany tłum plażowiczów) i wieczorem, gdy słonce zmęczone całodzienną wędrówką brało wieczorna kąpiel i szlo odpocząć.
Tylko wtedy ono było inspiracja jej wierszy i opowiadań z pogranicza fantazji i marzeń.. Żałowała bardzo, że nie może przeprowadzić się bliżej wybrzeża i że tylko 3 tygodnie urlopu może poświecić swojej miłości - morzu..

Milena 775

foto-net

poniedziałek, 31 lipca 2017

Kolory życia...







Z wodospadu
wspomnień
spadają w dól 
głośnym szumem
czerwień miłości
błękit spokoju
fiolet choroby
czerń rozpaczy
i mieniąca się
różnymi odcieniami
zieleń nadziei
Kolory mojego życia...


Milena 775



foto-net



sobota, 29 lipca 2017

Uroki życia...







"Człowiek docenia uroki codziennego życia, 
kiedy budzi się z koszmarnego snu, 
albo kiedy po raz pierwszy wstaje z łóżka po chorobie. 
Dlaczego nie uświadomić sobie tego teraz?" 

William Lyon Phelps



foto-net



czwartek, 27 lipca 2017

Myśli..









Taki zwyczajny dzień. Patrze od kilku chwil w okno, za którym świeci słonko. Świeci delikatnie, nie powodując upału! Dla mnie to radość życia, bo po przebytej terapii bardzo źle znoszę upały! Trudno to nawet opisać! Mój organizm"strajkuje"gdy temperatura przekracza 25°C!.. pominę szczegóły, ale jest to bardzo nieprzyjemne! Rok temu życie sprawiło mi.. niespodziankę(!) pod tytułem "horror w biały dzień". Myślę, że nikt nie jest gotowy na takie "nowiny"! Jeszcze miałam w pamięci szczegóły walki z chorobą mojego męża, jeszcze nie uspokoiłam mojego serca i mojej duszy po przegranej walce, gdy nagle mój mąż przeszedł na druga stronę światła.. A nagle zaczynała się ponowna walka! Tym razem moja własna.. osobista! Przerażenie to zbyt mało powiedziane!... mam syna, który jeszcze nie jest gotowy, by zostać sam na świecie. Jest studentem.. Rodziny już nie ma. Mój umysł był w stanie całkowitej paniki! Z każdej szpary wysuwały się paskudne macki strachu, które oblepiały mnie ciągle, nie mogłam się od nich uwolnić... Na plecach czułam „ciężar” wielkich oczu strachu. Śledziły mnie wszędzie. Wiem, że te słowa czytane z ekranu monitora są płaskie i sucho oddają fakty — nie da się tego dokładniej opowiedzieć! Oczywiście można dorzucić kilka określeń zawierających przymiotniki, by było to bardziej wyraziste... ale wiem doskonale, że to zrozumie dokładnie tylko ta osoba, która przeszła przez cały cykl terapii.. To nie jest ani proste, ani łatwe.. Ciało poddawane było różnym działaniom całej ekipy medycznej (gdy słyszałam - „proszę się rozluźnić” - czułam natychmiast, jak każdy mięsień napina się jak struna.. to był jakiś rodzaj buntu ciała?). W moim wnętrzu dusza była tak obolała od przerażonych myśli i od informacji, że miałam wrażenie, że za moment eksploduje i bardzo starałam się myśleć pozytywnie, ale to było tak samo trudne, jak w czasie rozszalałej burzy zobaczyć słońce! Podświadomość tworzyła horrory, które nie dały się wyciszyć, bo każdy wyciszony horror rozmnażał się natychmiast (chyba przez paczkowanie (!) i natychmiast miałam „karuzele” kolejnych horrorów. Kiedy badania kontrolne są pozytywne, nagle zauważyłam, że mogę oddychać głębiej. Nie potrafię jednak być całkowicie szczęśliwa, bo tyle naczytałam się o przerzutach i innych powikłaniach, że każdy nerwoból czy skurcz powoduje natychmiast stres. A przecież jestem optymistką! Zawsze byłam! Ludzie niechętnie o tym rozmawiają, (tak jakby poprzez rozmowę można-by się „zarazić”?) A może to tylko strach? Wiec czasem rozmawiam z osobami, które są w podobnej sytuacji – wiedzą, o czym mowie! Nie muszę tłumaczyć, co odczuwam... bo to nie jest łatwe. Wiem, że ludzie potrafią się bardzo zmobilizować w określonej sytuacji! Jestem nieustająco wdzięczna tym osobom! Otrzymałam tyle wsparcia od przyjaciół (tych realnych i tych wirtualnych) i było mi to bardzo potrzebne, bo nie chciałam się czuć tak przeraźliwie sama w tamtym czasie. Nie chciałam i nie mogłam obciążać moim przerażeniem mojego syna. Dla niego i tak to był bardzo trudny okres! On ma tylko mnie, więc jego strach był pewnie równie wielki, jak mój! Taki spokojny słoneczny dzień, a mnie dopadły kosmate, smętne myśli! Dlaczego o tym pisze? Bo to tez życie! Wokoło otaczają nas ludzie, których choroba wpycha w spirale strachu i samotność w chorobie. Wiele osób nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, że nie jest to proste, aż do dnia, gdy nagle niechciana choroba „puka do drzwi”. Zasłuchałam się przez moment w śpiew ptaka siedzącego na barierce... Już po tych myślach... upchałam te smętne myśli w dolnej szufladzie komody i obiecuje do nich nie zaglądać...Czasem trzeba po prostu wyrzucić to z siebie... Za oknem nadal świeci słońce, jutro ma być równie słonecznie (bez upału).. Uśmiecham się do mojego odbicia w lustrze...


Milena 775





foto-net

środa, 19 lipca 2017

Wieczorem...









Wieczorem..
Cichutko klikam w klawisze i zamieniam moje myśli na słowa.. czarne literki na białym ekranie... Kolejna opowieść mojego życia...by wyciszyć dusze.
Chyba już pora by pomyśleć o łóżku...Jest tuż obok i kusi...Dam się pewnie skusić, bo już pora na sen... 
Układam się wygodnie i przeciągam lekko — to taki specjalny moment, zanim zasnę... jeszcze 20 oddechów przeponą — nawyk bardzo przydatny i chwile wizualizacji... w krainie marzeń... 
Jeszcze przesłanie samych pozytywnych myśli i energii dla kogoś bliskiego...To wszystko robię, leżąc na plecach, z zamkniętymi oczami. Taka mała chwila relaksu...
Nagle czuje przyjemne ciepło z prawej strony..
Ktoś? A może coś?.. "przytula się" do mnie.. Chwila zaskoczenia, ale bardzo przyjemnego!..
Cmoka mnie w policzek.. głaszcze po ręce.. całuje moje zamknięte powieki...nie mogę otworzyć oczu... To bardzo, bardzo przyjemne!..
Teraz "przeniosło się" na lewa stronę i powtarza te wszystkie gesty i cmokania! Łaskocze mnie za uchem !..Odwracam się na bok i czuje leciutkie "drapania" po plecach.. Wykorzystuje ten moment i spoglądam spod przymkniętych powiek... Powinnam się domyślić od razu — to moje...sny!.. Pojawiają się natychmiast, gdy kładę się do łóżka, niecierpliwie czekają, aż skończę oddechy i wizualizacje, by mnie natychmiast porwać i utulić...Poddaje się bez słowa, w połowie myśli o Nim...zapadam się w szeroko otwarte ramiona Morfeusza....


Milena 775

foto-net

niedziela, 16 lipca 2017

Nieobecność..






Nigdy nie przyszło mi do głowy, że nieobecność może zajmować tyle miejsca, znacznie więcej niż obecność.


A.M.Matute




foto-net

sobota, 15 lipca 2017

Mówmy do siebie...








foto-net

Najbardziej w życiu żałuje się zawsze tego, czego się nie powiedziało, nie zrobiło. Bo wtedy zostaje w nas na długo jedno słowo „gdyby”, które nie pozwala zamknąć pewnych rozdziałów w naszym życiu… 
Ale dobrze też wiem, że czasem brakuje odpowiednich słów. Tylko ten kto milczy zbyt długo – nie będzie nigdy zrozumiany. Lepsza jest najgorsza prawda niż niepewność Chociaż czasem milczenie bywa wymowniejsze i zawiera w sobie więcej treści, ale bardziej można zniszczyć właśnie brakiem słów, milczeniem, ciszą. Nie trzeba wtedy ani jednego słowa…
Czasem jeśli nie powiemy tego, co czujemy możemy dużo stracić. Możemy stracić wszystko. A niekiedy tak niewiele nam brakuje do szczęścia. Chwilą czasu poświęconą drugiemu, odrobiną ciepła i zrozumieniem można wiele zmienić…
Więc... Mówmy do siebie, żeby nigdy nie żałować słów straconych…
Mówmy do siebie, bo jutra może nie być...

Emocjami pisane



piątek, 14 lipca 2017

Wiersze staroświeckie..










wiersze staroświeckie co wzruszają teraz
z rymami jak należy z przecinkiem i kropką
z dworem co znikł nagle cicho i na zawsze
a wiadomo cisza większa niż milczenie
i pamięć już posłuszna gdy przeszłość przychodzi
z babcią co na werandzie cerowała dziurę
bez nożyczek zębami przegryzając nitkę
tuż przy koszu na grzyby by się nie sparzyły
z wujem co się gazetą niepotrzebnie zajął
więc pomagał mu diabeł ale kopnął anioł
ze smutkiem przemijania jagód jarzyn jeżyn
gdyby śmierci nie było nikt z nas Już by nie żył
przemijamy jak wszystko by w ten sposób przetrwać
uczucia bez łapówek i rąbanka grzechów
wielka miłość co zawsze wydaje się łatwa
i wie już tak od razu że nie wie co będzie
choć za młodu drży serce a na starość noga
wszystko co najcenniejsze spaliło się w piekle
wiersze staroświeckie niemodne naiwne
ten sam baran co wtedy
ale szczęście inne...

ks.J.Twardowski





foto-net




wtorek, 11 lipca 2017

Mimo wszystko..









Mimo wszystko...
Ludzie są nierozumni, nielogiczni i samolubni
Kochaj ich, mimo wszystko
Jeśli czynisz dobro, oskarżają cię o egocentryzm
Czyń dobro, mimo wszystko
Jeśli odnosisz sukcesy, zyskujesz fałszywych
przyjaciół i prawdziwych wrogów
Odnoś sukcesy, mimo wszystko
Twoja dobroć zostanie zapomniana już jutro,
Bądź dobry, mimo wszystko
Szlachetność i szczerość wzmagają twoja wrażliwość
Bądź szlachetny i szczery mimo wszystko
To, co budujesz latami może runąć w ciągu jednej nocy
Buduj, mimo wszystko
Ludzie w gruncie rzeczy potrzebują twojej pomocy,
mogą cię jednak zaatakować, gdy im pomagasz
Pomagaj, mimo wszystko
Dając światu najlepsze, co posiadasz,
otrzymujesz ciosy,
Dawaj światu najlepsze, co posiadasz,
Mimo wszystko..

Matka Teresa z Kalkuty


foto-net


sobota, 8 lipca 2017

Po prostu..







..Znaczysz dla mnie więcej, niż możesz przypuszczać. 
Po prostu... -( jakże ciężko było mi zebrać myśli)... 
- Po prostu jest tak, że niektórych ludzi poznajemy nie w tym momencie. Zaczyna nam na nich zależeć, chociaż tak nie powinno być. Chcielibyśmy z nimi być pomimo wszystko, a nie możemy...i..


Gabriela Gargaś





foto-net

Kiedyś spotkałam kogoś takiego...

To było jak opowieść z pięknej bajki! Bardzo mi na nim zależało, bardzo ceniłam tego kogoś jako człowieka... przyjaciela... i wiem, ze nie byłam temu komuś obojętna ( bo to się po prostu wie)... Ale było właśnie tak jak w cytacie powyżej ...nie było to proste, nie było to łatwe... gdy się ma inne zobowiązania, to tak trudno podjąć właściwą decyzje. I nigdy do końca nie wie się, czy to co zdecydowaliśmy, było najlepsza decyzja..

Milena 775

wtorek, 4 lipca 2017

Odśwież....








Do drzwi ktoś zapukał i zaraz potem nacisnął klamkę. Do pomieszczenia zajrzała ciekawska ruda głowa.
- To pan dał ogłoszenie?
- Tak, proszę wejść, - naukowiec podszedł do Rudego i podał rękę.
- Świetnie! Bo ja bardzo potrzebuje pieniędzy. Rzeczywiście tyle pan płaci, ile było napisane?
- Tak, oczywiście. Przeprowadzamy testy nowego sprzętu. Nie chcę się chwalić, ale to rewolucyjne odkrycie. Jego znaczenie ciężko będzie przecenić, - oświadczył z dumą naukowiec.
- Przepraszam, a długo to potrwa? Mam tylko godzinę, - przerwał mu Rudy.
- Wystarczy. 
- A na kimś pan już to testował?
- Na sobie. Proszę się nie bać, jak pan widzi – żyję i mam się dobrze. Urządzenie nie zrobi panu krzywdy. Po prostu wprowadzi pana w trans i zaktywizuje wspomnienia. 
Naukowiec zaprowadził Rudego do laboratorium i wskazał mu fotel.
Owinięty przewodami Rudy obserwował poczynania naukowca, który ustawiał niewielkie urządzenie i podpinał do niego kabelki. Jego działania przypominały rytuał szamański.
- Gotowe, - odwrócił się do Rudego naukowiec. – Zaraz włączę. Zostanie pan przeniesiony do najbardziej jaskrawych wspomnień i ponownie pan je przeżyje. Wybrałem tylko pozytywne emocje, więc proszę się nie denerwować.
- Ja się nie denerwuję, - niepewnie odpowiedział Rudy.
- Jeśli będzie pan chciał przerwać jakieś wspomnienie – proszę nacisnąć ten przycisk. Wówczas urządzenie przeniesie pana do innego wspomnienia, - naukowiec podał Rudemu pilota. – A tym przyciskiem może pan wyłączyć całość i wyjść z transu. Gotowy? Włączam!
Rudy najpierw usłyszał pstryknięcie, a potem…

Lody. Świetnie pamiętał tamte lody, ich bajeczny smak, który zapamiętał na całe życie. Rudy znalazł się w dzieciństwie, w czasie tamtego upalnego lata, kiedy po raz pierwszy jadł cudowne lody w polewie czekoladowej. Uśmiech pojawił się na jego twarzy. Wszystko było takie realistyczne – drewniana ławka pachnąca farbą, mama stojąca obok i one – lody! Rudy ugryzł twardą polewę i zamarł czekając na wielką przyjemność. Przesuwając językiem kawałek smakołyku, próbował poczuć tamten smak, który został mu w pamięci. Dziwne. Zwykła polewa. Lody też nie specjalne. Zbyt słodkie, mdłe. Jadał już w swoim życiu lepsze. Rozejrzał się dookoła, spojrzał na swoją młodą mamę, którą w dzieciństwie uważał za najwspanialszą i najpiękniejszą istotę na świecie. Teraz widział obok siebie zwykłą młodą kobietę. Zmęczoną, rozwiedzioną kobietę w brzydkiej sukience. Wiatr przywiał kurz i puch z topoli, który przykleił się do lodów. Rudy ze wstrętem spojrzał na nie, a jego ręka sama sięgnęła do przycisku. Odśwież…

Ona! Stał obok niej i trzymał ją za rękę. Zaraz pocałuje ją po raz pierwszy. Rudy pamiętał, jak zamknęli oczy, jak zderzyli się nosami przed pocałunkiem. Teraz miał oczy otwarte. Jej twarz była coraz bliżej i Rudy zobaczył małe krostki. Naprawdę miała taką okropną cerę? Wydęła usta. Cała była jakaś taka niezgrabna. Cmoknęła go i zaraz oblała się rumieńcem. Jej nieśmiały uśmiech szpecił aparat na zębach. Czy on tego wtedy nie widział? Widział, ale to było jakoś inaczej. Wtedy to była najpiękniejsza dziewczyna, a teraz miał przed sobą zwykła pryszczatą nastolatkę. Jej boski zapach, od którego mocniej biło mu serce, zapach, który starał się wyłowić z powietrza, gdy tylko przechodziła obok – teraz okazał się zapachem tanich perfum. Przesłodzonych i okropnych, jakich używają stare kobiety, które całkiem straciły powonienie. Odśwież…

Oświadczyny. Rudy prosi o rękę i oddaje swe serce. Elegancka restauracja, walc, drogi szampan. Zbyt kwaśny. Facet na saksofonie strasznie fałszuje. Rudy dostrzega na swoich spodniach plamę od majonezu z sałatki. Jej usta są pomalowane jaskrawą szminką w tandetnym kolorze, w dodatku rozmazaną w kąciku. Za chwilę Rudy ma wypowiedzieć tamte słowa, na które ona czeka już ponad rok. Słowa powinny być piękne, głos powinien drżeć, a jej odpowiedź powinna wywołać euforię. Odśwież…

Ślub. Jaka ona była piękna w białej sukni… Na tacy leżą obrączki, wokół uśmiechnięci krewni i znajomi. Ale gdzie podziało się jego podniecenie z tamtej chwili? Nic. Kompletnie nic. Rudy już wie, co będzie dalej, jak ułoży się ich krótkie wspólne życie, jaki męczący będzie rozwód, sprawa sądowa o podział majątku. Zakładając jej obrączkę, Rudy przypomina sobie, co jego żona będzie mówić za tydzień, za miesiąc, za rok po ich ślubie. Odśwież… Odśwież… Odśwież… Wyjście!

- No i proszę, wrócił pan, - uśmiecha się naukowiec, odłączając kable. – Jak wrażenia?
- Obrzydliwe! – krzyczy Rudy, ocierając łzy płynące po policzku. – Pan pozbawił mnie wspomnień! Nie można wrócić! Nie można przeżyć wszystkiego od nowa! To nie byłem ja! Wtedy to jeszcze nie byłem ja!
Rudy zrywa się z fotela, łapie urządzenie i podnosi je wysoko nad głową…

© Po Pierwsze Ludzie


foto-net

wtorek, 27 czerwca 2017

Myśli.....





Myśli w formie pisemnej są niczym więcej 
niż tylko śladem wędrowca na piasku: 
Widać bardzo dobrze, jaka drogę wybrał, 
ale aby dowiedzieć się, co widział podczas podróży, 
musimy korzystać z jego oczu...

(Arthur Schopenhauer)




foto-net

sobota, 24 czerwca 2017

Nie znoszę upałów!..






Ponad dwa tygodnie nieznośnego upału nie pozwoliło mi usiąść przy komputerze, palce kleiły się do klawiatury i myszki... okropne! Bardzo źle znoszę takie upały i nie mam gdzie od nich uciec..Moja choroba, a raczej radioterapia jeszcze to pogorszyły! Trudno mi oddychać takim dusznym, przegrzanym powietrzem!
W moim mieszkaniu wszystkie okna mam od strony południowej, zwyczajem tu przyjętym - zamykam okna i zamykam żaluzje ( i tak jest aż do późnego wieczoru, gdy słonce schowa się za ostatni dom)... Oczywiście nie oznacza to, ze gdy otwieram okna to świeże powietrze wpływa do domu!.. wszystko jest tak nagrzane, ze temperatura w nocy obniża się tylko o kilka stopni! Masakra!!
Niewiele pomagają wentylatory, które przeciez nie chłodzą tylko przemieszczają powietrze (duszne i gorące)..
Jest kilka sztuczek, pomagających w tym piekle ( na niezbyt długi czas!)... ustawienie miski z lodem przed wentylatorem (!)...
rozwieszenie dużej ilości prania na przenośnej suszarce i postawienie tej suszarki w pokoju (!). Pewnie już teraz myślicie, dlaczego nie kupiłam klimatyzatora? No cóż? zawsze byłam przeciwnikiem takich urządzeń.. (ale! ale...chętnie z nich korzystam w pracy czy w samochodzie!).... 
Może to już pora na zakup do domu? 
Przemyślę to, bo kto wie jakie będzie tegoroczne lato??
Dzisiaj wieczorem temperatura na szczęście znacznie niższa .. jest czym oddychać i za oknem tym razem świeże chłodniejsze powietrze! 
Ufff! co za ulga!!


Milena 775


foto-gif-net

piątek, 23 czerwca 2017

Powracający sen....







Jest taki sen, który się śnił kilka razy : …Bardzo gwarne miejsce, to pewnie lotnisko , bo jesteśmy w dużej hali, gdzieś w tle przechodzi tłum ludzi, słychać gwar rozmów ( ale to takie tylko rozmazane tło), a my ( ja i On) bardzo blisko siebie w objęciach, czuje ciepło Jego dłoni na moich plecach, moje dłonie głaszczą lekko Jego plecy, po mojej twarzy płyną łzy, jestem bardzo wzruszona, z twarzą uniesiona do góry – patrze na Niego, On tez jest wzruszony – czuje to....... i całuje mnie po tych spływających łzach i mówi do mnie: „no już!.. nie płacz! Wszystko jest dobrze... Ciii”.... i to jest tylko ta scena i ja nie wiem, czy ja przyjechałam, czy wyjeżdżam!? Wiem, ze to dla mnie duze emocje i zawsze budzę się z tego snu z twarzą mokra od łez... Jakie jest przesłanie tego snu? Dlaczego się śni kolejny raz?
Czy to są łzy szczescia, bo przyjechałam.... czy łzy rozpaczy,bo muszę wyjechać? Moja podświadomość nie chce niczego wytłumaczyć... Gdzie mam szukać podpowiedzi, gdzie szukać wytłumaczenia? 


Milena 775
/fragm.opowiadania/



foto-net

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Zycie.. po prostu..









"Czasem do naszego życia wdzierają się wydarzenia, na które nie jesteśmy gotowi. Łamią nam kręgosłup, rzucają na kolana, ciskają nas w sam środek szalejącego, nieokiełznanego żywiołu, zużywają nasze zasoby, wypalają jestestwo i niszczą wszystkie azymuty. Nadchodzi jednak dzień, gdy zaczynasz wyraźnie zdawać sobie sprawę, że jednak jest coś, co możesz zrobić nawet stojąc na kolanach, rozbity i pozbawiony sił. 
Zbierasz resztkę swojej woli i wkrótce pojmujesz, że nadszedł NOWY dzień. 
I co by się nie działo, teraz już dokładnie wiesz – dasz radę!" 


Tatyana Varukha




                                                         foto-net





Jeśli możesz pozwolić sobie na to, by nie liczyć uderzeń fali i upływających chwil, jeśli upływ czasu nie wywołuje paniki w twoim umyśle – jesteś naprawdę szczęśliwy... 

Janusz A.Zajdel